admin

Lis 302019
 

Co jakiś czas zaglądam na własnego bloga i zastanawiam się co tu napisać. Ostatni wpis jest z lutego 2018. Może przyjęta forma nie była właściwa? Nie wiem. Po spędzonych przeszło 5 latach nad autem doprowadziłem je do stanu, który wreszcie daje mi satysfakcję. Jest to o tyle cenne, że _wreszcie_ przy dobrej pogodzie mogę zejść spokojnie do garażu, ściągnąć pokrowiec i odpalić i… jechać. Tak po prostu i bez specjalnego celu. Cholera to jest przyjemne. Natomiast jest coś jeszcze… Cała moja praca miała sens bo był cel – zbudować samochód swoich marzeń. I powiem Wam, że najgorzej jest złapać króliczka 🙂

Ale dla pocieszenia jest coś jeszcze. Współczesny samochód naprawia się metodą wymiany części, modułów, czy cokolwiek tam producent dostarcza. Wkładasz i działa. Dokładnie tak jak zostało to zaprojektowane. W klasyku to zupełnie inna bajka. Zawsze jest coś, co chcesz zmienić, poprawić. Takie drobiazgi mógłbym wyliczać bez końca. Ot chociażby ostatnio wyłapany drobiazg przez Kolegę, który stwierdził, że korek chłodnicy jakby nie trzyma pełnego ciśnienia. No… nie trzymał. W sumie jak się temu przyjrzałem to wywalił dobre 2 litry płynu bo tyle musiałem dolać aby poziom był na „poziomie” 😉 Przy okazji zmieniłem korek na nieco solidniejszy. Ciśnienie w układzie było prawidłowe, zatem zaczęła lać się nowa nagrzewnica. JEST! Coś na czym można wreszcie psy wieszać. Coś co można podłubać. Jeden wieczór na wyciągnięcie tego cuda, regeneracja nagrzewnicy w zaprzyjaźnionym warsztacie u p. Rosłońca, wieczorem montaż i testy. A solidnie podgrzać auto o tej porze roku nie jest łatwo 🙂

O i takie to właśnie są przygody.

Niemniej to cieszy. Cieszy bo w auto można dalej wkładać serce i pracować nad nim myślę jeszcze bardzo długo. W końcu – jak to w klasyku – zawsze coś 🙂

Auto solidnie wytestowałem we wrześniu podczas drugiej edycji Classic Mustang Rally. Co następne? W tej chwili myślę że popracuję nieco nad trakcją. Auto przejechało już przeszło 8.000 km zatem wszelkie bolączki są już za mną. Mocy absolutnie nie brakuje, hamowanie dopracowane jest myślę do stanu zadowalającego, teraz czas na poprawę układu jezdnego 🙂

 Opublikowany przez dnia 30 listopada 2019 o 23:21
Sty 262018
 

Długo czekałem na ten moment no i masz 🙂 Prace nad naszym autem dobiegły końca po blisko 5 latach. Pora na krótkie podsumowanie.
Podchodząc do tego projektu wydawało mi się, że jestem dobrze przygotowany i mało co mnie może zaskoczyć. A jednak 🙂 Stosy przeczytanej literatury, wybór odpowiedniej bazy do renowacji wreszcie wstawienie auta do garażu i rozpoczęcię prac. No i odwieczne problemy… Blacharka była w znacznie gorszym stanie niż zdawało się tuż po zakupie. W praktyce trzeba było przeprowadzić pełny remont („frame off”) naprawiajac w zasadzie każdy element auta. Oczywiście wstępne założenia czasowo – kosztowe padały po kolei. Wszystko trwało i kosztowało znacznie więcej niż pierwotnie zakładałem.

W kwesii mechanicznej było znacznie prościej, ale nadal pod górkę. Silnik po rozbiórce okazał się w dość mocno weksploatowany, ale nigdy nie był naprawiany. Wszystkie wymiary były nominalne, co znacznie uprościło dalsze prace. Dużą niespodzianką była skrzynia biegów, która po wyjęciu i rozebraniu okazała się… modelem C5 z 1982 roku. Na początku ze względu na oszczędności postanowiłem ją wyremontować i pozostawić w aucie z zamiarem późniejszej wymiany na oryginalną dla tego modelu skrzynię C4. Ale później życie zweryfikowało moje plany – i dobrze 🙂

Kiedy pod koniec 2017 roku auto udało się postawić na koła i rozpocząć pierwsze testy w terenie zaczęły się stopniowo ujawniać kolejne problemy. Podstawowym problemem, którego usunięcie zajęło aż 3 miesiące były… wibracje. Wibracje, które były wyczuwalne podczas postoju nie były jakoś bardzo uciążliwe, ale podczas jazdy z prędkością już powyżej 60 km/h stawały się nie do zniesienia. Poszukiwania doprowadziły mnie w pierwszej kolejności (po zdjęciu skrzyni biegów) do silnika. Wszystkie przeprowadzone prace skonsultowałem ze specjalistami z Krasnobrodzka-Racing i wyszło, że powodem najprawdopodobniej jest brak wyważenia silnika. W silniku wykonywałem szlify na trzeci nadwymiar, wymieniałem tłoki itp, ale niestety nie sprawdziłem wyważenia całego zestawu. Konieczny był ponowny remont silnika. Po wyważeniu w Krasnobrodzkiej-Racing wału korbowego, korbowodów, tłoków, koła zamachowego oraz równoważnika drgań podstawową przyczynę wibracji na postoju udało się usunąć.

Jednak po zamontowaniu skrzyni biegów i wykonaniu jazdy testowej ponownie dały się we znaki wibracje powyżej 60 km/h. Zakupione nowe koła okazały się krzywe, ale ich korekta i ponowne wyważenie nie rozwiązały problemu. Wyważenie wału napędowego również nie przyniosło oczekiwanych efektów. Trop padł na skrzynię biegów, dokładniej mówiąc na sprzęgło hydrokinetyczne. Po ponownej weryfikacji – tym razem w specjalistycznym warsztacie – okazało się, że konwerter jest z innego modelu i jego regeneracja nie ma sensu. Niestety co skrzyni C5 nie da sie zakupić nowego konwertera a regeneracja tego co mamy niestety nie ma sensu. Chcąc nie chcąc musiałem wymienić skrzynię. Udało się zdobyć model C4 z 1966 roku – idealnie pasujący do naszego auta. Po remoncie i umieszczeniu w samochodzie była znaczna poprawa w kwestii wibracji ale… nadal daleko od ideału. Ostatecznie przyczyna odnalazła się w zbyt sztywnych poduszkach (nieopatrznie zamontowałem poliuretanowe) i zbyt ciasnym spasowaniu silnika i skrzyni w nadwoziu na skutek prac przy naprawie podłogi. Po usunięciu tych usterek nastała długo upragniona cisza 🙂

Od zakończenia prac udało się przejechać ok 200 km testując auto i na tym etapie mogę powiedzieć, że wszystkie bolączki udało się wyeliminować. Czekamy na wiosnę, aby wreszcie potestować auto na większych odległościach 🙂

W tym miejscu chciałbym podziękować Koleżankom i Kolegom z Mustang Klub Polska oraz Kolegom z CarForceOne za deretminację, z którą usuwali ostatnie problemy w moim aucie (wspomniane wyżej wibracje).

 

 

Do zobaczenia na drodze 😉

– Michał

 Opublikowany przez dnia 26 stycznia 2018 o 09:42
Wrz 182017
 

Ponieważ jestem już na finiszu kwestii rejestracji Mustanga na zabytek chciałbym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami z tego przedsięwzięcia.

Warunki brzegowe

Moje auto zostało zakupione po sprowadzeniu już w kraju, odprawa zrobiona była na pojazd kolekcjonerski. Auto nie było rejestrowane w Polsce, posiadało tzw. Salvage Certificate z adnotacją”mechanical” w polu opisującym uszkodzenia. Auto oczywiście nie miało szans na normalne przejście przeglądu rejestracyjnego ze względu na fatalny stan ogólny. Do tego dokumentu posiadałem oczywiście umowy kupna sprzedaży w USA (bill of sale) oraz moją umowę zawartą ze sprzedającym. Bardzo ważna jest oczywiście ciągłość umów (w Polsce) i posiadanie tych dokumentów w oryginale.

 

Procedura rejestracji

  1. Urząd Skarbowy – koniecznie należy odwiedzić i zapłacić podatek od czynności cywilno-prawnych w wysokości 2% wartości przedmiotu umowy. Nie trzeba tego robić jeżeli mamy fakturę bo samochód kupiliśmy od firmy. To musimy załatwić w ciągu 14 dni od zawarcia umowy.

W teorii na przerejestrowanie na siebie auta mamy 30 dni. Ale… w moim przypadku nie było to możliwe ze względu na konieczność renowacji auta. Po rozmowie w Wydziale Komunikacji uzyskałem potwierdzenie, że faktycznie powinienem to zrobić w ciągu 30 dni, ale jeżeli tego nie zrobię to nie będzie to miało żadnych negatywnych konsekwencji. I tak też było – bez problemów do rejestracji podszedłem… 4,5 roku później 🙂

Auto jest już wyremontowane zatem idziemy dalej:

  1. Konserwator Zabytków – tu należy (oprócz złożenia wniosku) złożyć tzw. Białą Kartę. Wbrew powszechnej opinii nie jest prawdą, że musi ją zrobić rzeczoznawca za kilkaset złotych. Możemy zrobić ją samodzielnie. Wzór Karty znajduje się na stronach Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Jedyna trudność to wydruk w odpowiednim układzie – wypełnienie samej karty nie stwarza większego problemu. Ważne – zdjęcia muszą być wklejane w konkretnym formacie (wszystko jest w instrukcji). Robiąc tzw. „wkładki” do Karty przedstawiamy dodatkowe zdjęcia pojazdu oraz skany dokumentów, które świadczą o historii pojazdu. Im więcej tym lepiej. Niemniej nie ma konkretnych wymogów co załączniki mają zawierać. Standardem jest kilka ujęć pojazdu (z każdej strony, wnętrze, silnik itp) oraz skan dowodu rejestracyjnego. Opcjonalnie można dołączyć opinię rzeczoznawcy, ale dla starych aut nie jest to nawet wymagane – u mnie obyło się bez tego. Po 2-3 tygodniach dostajemy decyzję o wpisaniu do Ewidencji Zabytków. Koszt 17 zł
  2. Wydział Komunikacji – tu będziemy kilka razy. Ja musiałem kompletem dokumentów najpierw zarejestrować samochód na numery próbne (czerwone) w celu wykonania przeglądu – 62 zł. Pozwolenie dostałem na miesiąc. Z tym pozwoleniem pojechałem ubezpieczyć auto. Rejestrację próbną zdaje się można pominąć, jeżeli macie tablice rejestracyjne, niemniej tej ścieżki nie sprawdzałem (brak tablic).
  3. Stacja Diagnostyczna – musi być Okręgowa, nie podstawowa. Tu potrzebujemy przygotować kilka rzeczy. Podstawowa sprawa to wniosek. Szablon nie jest ustandaryzowany, większość stacji ma swój – wszystkie są mniej więcej zbliżone do siebie i zawierają blisko 100 pozycji. Diagnosta może żądać również innych dokumentów – u mnie poprosił o zaświadczenie od Konserwatora Zabytków oraz opinię rzeczoznawcy. Potem dokonał przeglądu i wystawił dwa dokumenty – zaświadczenie o przeprowadzonym badaniu co do zgodności z warunkami technicznymi pojazdu zabytkowego oraz protokół oceny stanu technicznego. Tu uwaga na ograniczenia. Diagności czasem wpisują różne ograniczenia jak np. maksymalna prędkość, co może spowodować, że nie będziecie mogli np. korzystać z autostrad. Auta typu Mustang technologicznie nie mają żadnych ułomności porównując chociażby do takiego Tico więc nie dajcie sobie wpisać ograniczeń 😉 Po badaniu technicznym, mając ubezpieczenie, możemy już jeździć. Koszt zależy od stacji – u mnie wyszło 450 zł, ale słyszałem o znacznie tańszych stacjach.
  4. Wydział Komunikacji – wniosek o rejestrację na pojazd zabytkowy. Zdajemy pozwolenie czasowe oraz „czerwone” tablice i odbieramy żółte tablice, naklejkę na szybę, tzw. „miękki dowód” (czyli kolejne pozwolenie czasowe). koszt – 200,50 zł. Skoro mamy już docelowe numery to musimy jeszcze zmienić dane u ubezpieczyciela – zazwyczaj od ręki.
  5. Wydział Komunikacji – po ok 2-3 tygodniach zdajemy pozwolenie czasowe i odbieramy twardy dowód.

 

Trochę biegania za tym jest, ale ogólnie cała procedura poszła gładko.

 

 

 Opublikowany przez dnia 18 września 2017 o 12:51
Sie 252017
 

Po odpaleniu i kilku regulacjach można było się wybrać wreszcie na przegląd, ubezpieczyć samochód no i wreszcie przejść do testów na trasie 🙂

Już na samym początku wyszły problemy z zawieszeniem z przodu. Auto zbyt mocno „siedziało” od strony kierowcy. Właściwie to koło chowało się w nadkolu. Różnica pomiędzy stronami była prawie 2 cm. Efekt był taki że na maksymalnym skręcie i nierównościach opona obcierała o błotnik. Wymieniłem sprężyny na nowe i po przejechaniu kilkudziesięciu km auto jest co prawda wyższe o jakieś 5 cm, ale nie ma żadnych efektów ubocznych. A ze sprężynami nie ma żartów. Szukałem najpierw warsztatu, który ma odpowiednie ściągacze, ale nic z tego. Wszyscy potrafią wymienić sprężyny w klasycznych McPerson’ach, ale jak trzeba ściskać sprężynę „od środka” to nie ma mowy. Skończyło się na zakupie odpowiedniego narzędzia za 40 zł i sprężyny wymieniłem sam w kilka godzin. Potem już tylko lekka korekta zbieżności i temat zawieszenia mamy z głowy.

Drugi problem to pisk wydobywający się przy dodawaniu gazu. Generalnie przyczyną były rozciągające się pod wpływem temperatury paski (dokładniej mówiąc pasek klinowy alternatora) i lekkie jego zabrudzenie olejem do wspomagania. Naprężenie paska załatwiło temat.

Podczas przeglądu wyszło, że lewe tylne koło nie hamuje. Odpowietrzenie załatwiło sprawę.

 

Niestety kilka rzeczy jeszcze zostało:

  1. Zapłon – auto czasem gaśnie przy ruszaniu. Gaźnik jest raczej dobrze ustawiony, ale aparat zapłonowy muszę oddać do regeneracji. Powodem jest wyrobiony wałek w aparacie, przez co nie da się precyzyjnie ustawić przerwy na aparacie. Tą robotę muszę powierzyć ślusarzowi 🙂
  2. Wibracje w czasie jazdy – powyżej 60 mph w aucie robi się nieprzyjemnie. Wszystko wpada w dziwne wibracje. Obstawiam wyważenie wału. Dziś podjechałem do warsztatu i wyszło, że zanim wyważymy wał wypada zrobić porządek z jego połączeniem ze skrzynią biegów. Tam jest ewidentny luz, którego być nie powinno i nie jest wykluczone że to właśnie jest przyczyną problemu. Części zamówione – za 2 tygodnie można będzie to sprawdzić.
  3. Biegi – długo zastanawiałem się co jest grane, bo wyglądało mi, jakby po prostu nie przerzucał biegów. Fakt że obchodziłem się z autem delikatnie, może aż za bardzo. Dziś na diagnostyce w Samko majster powiedział, że biegi wszystkie są (ufff) ale ich zmienianie nie jest wyregulowane. Zanim to zrobimy trzeba zrobić porządek z napędem (wał) bo możemy nawet skrzynię rozwalić. Co do skrzyni to przede wszystkim trzeba będzie ustawić odpowiednio podciśnienie i wszystko powinno grać.

Zatem kolejność jaką widzę to aparat zapłonowy i regulacja zapłonu, porządek z układem napędowym (wał / most) i na koniec wracamy do regulacji skrzyni. Może do połowy września uda się to ogarnąć. Niemniej na krótkie trasy, jeżdżąc delikatnie  da się już wybrać 🙂

 

 Opublikowany przez dnia 25 sierpnia 2017 o 11:05
Lip 032017
 

Wreszcie udało się wyjechać SAMODZIELNIE z garażu 🙂 Oczywiście miało to mało wspólnego z przyjemnością, ale po kolei.

Jak tylko odebrałem gaźnik po obróbce i wstępnej regulacji, poskładałem wszystko do kupy i… ogień 🙂 Generalnie po kilku próbach silnik zaskoczył. Oczywiście na wstępnej regulacji więc telepało strasznie, gasł, strzelał, prychał, ale kręcił. Lekko przytrzymując gaz udało mi się ustawić ogólnie zapłon tak, aby nie gasł na wolnych obrotach. To też nie było proste, bo chwilę potem zauważyłem że mocno rośnie temperatura silnika aż woda w zasadzie się zagotowała. Po ostudzeniu i korekcie zapłonu poszło już lepiej – w miarę stabilnie zaczął pracować silnik. No to przyszedł czas na skrzynię.

Wrzucam „R” i… nic. Tym razem okazało się, że jest nieco za mało oleju w skrzyni. Dolałem kilka litrów i pojawiło się charakterystyczne szarpanie. Po 2-3 cyklach dolewania, studzenia i prób poszło. Udało się wycofać z garażu. W ten sposób przejechałem ze 300 metrów i wróciłem do garażu. W międzyczasie uzupełniałem płyn chłodzący, płyn wspomagania itp.

Finalnie wrzuciłem auto na lawetę i zawiozłem do regulacji zapłonu oraz gaźnika. Cała operacja zajęła specjalistom dosłownie godzinkę, a podstawową przyczyną był ustawiony nieco na oko przerywacz w aparacie zapłonowym – kompletnie zapomniałem a przez to za żadne skarby nie dało się zapanować nad obrotami. Po korekcie ustawień z wykorzystaniem szczelinomierza dalej poszło już gładko.

Teraz auto chodzi czysto, płynnie no i kolejne podejście do przejażdżki zakończyło się sukcesem. Co prawda nie odważyłem się rozkręcić go tak, aby wskoczyła „dwójka”. W sumie może być tak, że jest jakiś kłopot ze skrzynią, ale to już zobaczymy przy okazji docierania silnika. Póki co auto jest w stanie już samodzielnie poruszać się po drodze… pomijając kwestie rejestracji i ubezpieczenia 🙂

A tak brzmi wydech – dla przypomnienia wykonany na rurach 2″ w całości ze stali nierdzewnej na bazie specyfikacji GT. Dodatkiem jest tu H-Pipe

 

 

 Opublikowany przez dnia 3 lipca 2017 o 11:17
Cze 252017
 

Prace powoli zmierzają mają się ku końcowi. Cała elektryka działa bez zarzutu. Wnętrze poskładane, silnik i skrzynia w środku. Właściwie nic… tylko odpalać. Ten dzień miał zdarzyć się właśnie w ten weekend, ale wyszło jeszcze kilka drobnych rzeczy do poprawy w gaźniku. Jak dobrze pójdzie za tydzień będzie gotowy i można będzie auto wytoczyć wreszcie z garażu 🙂

Do zrobienia zostały już tylko drobnostki, jak dekoracje grilla, wąsy, poprawki w obszyciu deski itp. Generalnie kosmetyka, ale weekend pewnie zleci 🙂

W każdym razie jest coraz bliżej pierwszej przejażdżki. Niepokoi mnie tylko lekko „spocona” skrzynia biegów. W najgorszym wypadku czeka mnie wymiana uszczelnień, ale to już zostawię na koniec.

Ostatnie tygodnie zleciały głównie przy dopasowywaniu wnętrza. Było z tym nieco zabawy. Nowe wykładziny średnio chciały pasować. Jakoś w miarę udało się to dopasować i chyba jest dobrze. W każdym razie nie widzę potrzeby już tego bardziej poprawiać bo jeszcze popsuję 😉 Odnośnie wnętrza jedyny kłopot jaki widzę to lekko za mocno wypełnione boczki drzwi. Delikatnie wgniatają się przy przednim słupku, ale nie powoduje to żadnych problemów z domykaniem drzwi więc tak zostanie. Po jakimś czasie powinny się ułożyć.

 Opublikowany przez dnia 25 czerwca 2017 o 19:07
Cze 072017
 

Kierownica… coś o czym kompletnie zapomniałem 🙂 Córeczka pewnego dnia wyciągnęła kierownicę zza kanapy i zaczęła się nią bawić na kocyku. Generalnie długo zastanawiałem się co z nią robić… fajna stara kierownica Grant’a z drewnianymi okładzinami. Tylko ten stan… metalowa konstrukcja mocno porysowana. Okładziny… no cóż… z lakieru wiele nie zostało. Cała masa wgniotek i uszkodzeń. W jednym miejscu po prostu złamana okładzina… Na szczęście ktoś wpadł na pomysł, żeby wyłamany kawałek przykleić taśmą izolacyjną 🙂

Na pierwszy ogień poszły nity spinające elementy drewniane z metalowymi. Proste rozwiercenie z tyłu i okładziny udało się usunąć. Nity są dość nietypowe – generalnie nie do kupienia obecnie. Długość ok 30mm, średnica 5mm, ale łeb wklęsły. Stwierdziłem radośnie że będę się nimi martwił na koniec 🙂

Na pierwszy rzut poszły okładziny. Najpierw kilka godzin mozolnego szlifowania, potem klejenie wyłamanych fragmentów, szpachlowanie wstępne, szlifowanie, szpachlowanie końcowe, szlifowanie papierem od 150 do 320…

I tak po kilku godzinach można powiedzieć udało się wyprowadzić te elementy na wymaganą gładkość. Nadal efekt nie powalał, ale przynajmniej szlifowanie było już za mną. Później bejca w kolorze antycznej wiśni i lakier. Lakierowanie zajęło sporo czasu. W sumie 5 warstw. Schnie to bardzo długo, ale efekt wyprowadzenia tych elementów na „późnego Gierka” został osiągnięty. Kolor nieco ciemny, ale pasuje do pozostałych elementów wnętrza.

Elementy metalowe oczywiście również wymagały pracy. Zaczęło się od szlifowania papierem ściernym 250, później wodny 400, 600, 1000…. no i na koniec polerka. Generalnie wyszło całkiem przyzwoicie. Z nitami też było sporo pracy. Uznałem, że wymontowane nity wyczyszczę, nawiercę wiertłem 2,5 mm, nagwintuję na M3 i ładnie skręcę od spodu. Szło dobrze… aż jeden z nitów za mocno ścisnąłem i zablokował mi wiertło. Wiertło niestety złamało się w nicie i pozamiatane. Nity do kosza. Udało mi się jednak kupić nity dość podobne z tym, że z dziurką 🙂 Po zeszlifowaniu główki do średnicy pasującej w oryginalne otwory, nagwintowaniu od spodu i skręceniu wszystko bardzo ładnie się trzyma 🙂

 Opublikowany przez dnia 7 czerwca 2017 o 15:29
Maj 152017
 

Po wstępnym układaniu instalacji i rozmieszczeniu przewodów zgodnie z dokumentacją rozpoczęła się mozolna integracja wszystkiego. Jak już wcześniej wspominałem spora część instalacji była „sztukowana” metodą „skręcania” – takie fragmenty w całości usuwałem zastępując możliwie zbliżonymi kolorystycznie przewodami, dodając odpowiednie oznaczenia tam, gdzie było to istotne. Integracja poszła w miarę sprawnie. Po kilku godzinach udało się uruchomić światła mijania, pozycyjne oraz drogowe. Kierunkowskazy z przodu działają również bez zarzutu. Nawet klakson udało mi się odpalić. Fakt – dźwięk nieco „przestarzały”, ale taki właśnie zostawiam. Traktuję to jako cechę – nie wadę 🙂
Idąc dalej… oświetlenie wewnętrzne również już działa. Tu jednak napotkałem kilka trudności. Pierwsza – podstawowa – nowe lampki znajdujące się w panelach z tyłu niestety nie pasują do oryginału. Otwory są znacznie większe niż same lampki. Musiałem zatem pozostawić stare – nieco już wysłużone. Ale może to nawet lepiej 🙂 Niemniej nie polecam kupować nowych, bardzo ładnie wyglądających, sprzedawanych pod marką SD. A jak ktoś bardzo chce to oddam „po kosztach” dwie nowe – nie używane 🙂

Kolejna sprawa… instalacji z tyłu w zasadzie nie miałem. Kończyła się na wysokości drzwi z przodu – resztę ktoś po prostu wyciął. Na podstawie dostępnych diagramów przewody do tylnego prawego panelu poprowadziłem od lampki progiem, aż do słupka „A” no i tu zagwostka – nie ma gdzie wpiąć wtyczki. Szukając na różnych schematach okazało się, że zasilanie tej lampki powinno iść wyłem – za kanapą – i być spięte z drugą lampką, później lewym progiem aż do słupka „A”. Aby nie robić większego zamieszania ze zdejmowaniem plastików wyprowadziłem odpowiednie gniazdo w oryginalnej wiązce pod deską – podłączając się pod lampkę pasażera. Działa bez zarzutu.

Tak sobie to ładnie pospinałem, polutowałem i znowu ZONK. Co bym nie robił wszystkie lampki świecą w środku jak choinka. Zaczęło się szukanie błędów w podłączeniach, ale nie – wszystko ok. W mustangu nie ma włącznika oświetlenia „na stałe” więc o co kaman? Znaczy nie ma, ale jest. Po kilku różnych próbach odnalazłem go… we włączniku świateł 🙂 Jedno pstryknięcie i wszystko zgasło – i o to chodziło. Otwarcie drzwi elegancko powoduje włączenie całego oświetlenia i o to chodziło.

Przy okazji przetestowałem podświetlenie zegarów – działa prawidłowo wraz z regulacją jasności.

Kolejny etap to będzie podłączenie tyłu. Tu muszę wprowadzić odpowiednie modyfikacje ponieważ chcę, aby kierunkowskaz był osobno w stosunku do stopu. Dodatkowe przewody położone – zobaczymy ile się z tym zejdzie. Szczególnie, że czeka mnie jeszcze podłączenie awaryjnych, ale czekam na włącznik oraz odpowiednie okablowanie. Zobaczymy…

PS.

Oczywiście jak już wsadziłem zegary, pospinałem tą instalację z przodu, wrzuciłem baterię to korciło, aby przekręcić kluczyk w prawo. No i na ułamek sekundy przekręciłem. Rozrusznik drgnął 🙂

 

 Opublikowany przez dnia 15 maja 2017 o 13:34
Kwi 232017
 

Temat instalacji elektrycznej zaczyna powoli spędzać mi sen z oczu. Generalnie nie chodzi o komplikację, bo jest ona banalnie prosta, ale o fakt dużych braków, z którymi muszę się mierzyć. Dotyczy to głównie tylnej wiązki, której po prostu nie było (lub były jedynie jakieś strzępy). I tak… odtwarzanie poza autem poszło całkiem dobrze, tylko nie do końca można było trafić odpowiednią długość. To już dopasowuję wraz z układaniem już w aucie. Idzie bardzo powoli ale bez większych problemów. Polecam przed rozpoczęciem prac nad elektryką zakupić komplet gumowych uszczelek, zaślepek itp. Stare do niczego się nie nadają i koniecznie trzeba je wymieniać.

Jedna ciekawostka, która mnie spotkała, zdarzyła się przy okazji podłączania czujnika poziomu paliwa. Zamówiłem oczywiście nowy czujnik, dobrałem odpowiednią długość przewodu, pieczołowicie zapakowałem go w plecioną otulinę, ułożyłem jak trzeba pod autem… no i przyszło do podłączenia samego czujnika. Na końcu przewodu „pętelka” (w oryginale powinna być nasadka), na czujniku śruba więc banał. Wyglądało na śrubę 5/16 cala więc wyciągnąłem zestaw nakrętek i jazda. A tu gucio. Nakrętka nie pasuje. Przetestowałem wszystkie „calówki” jakie miałem i… nic. No i oczywiście czarne myśli że to może być śruba drobnozwojowa czy coś tym rodzaju. No masakra. Pomyślałem sobie, że mam w domu przypadkiem zakupiony drugi taki czujnik więc na spokojnie sprawdzę. W domu pomierzyłem, ale coś mi nie grało. Kumpeli ojciec pracuje w firmie, która zajmuje się produkcją różnej maści śrubek i nakrętek więc postanowiłem skorzystać. Zaniosłem ten czujnik i na drugi dzień dowiedziałem się, że dobranie nakrętki to pikuś bo to… zwykła metryczna „piątka”. Minę miałem nie tęgą, szczególnie że zawracam gitarę ludziom o zwykłe „piątki”. Ojciec kumpeli musiał mieć niezły ubaw. Cóż… przyzwyczajenie że wszystko jest w calach było widać silniejsze i nawet nie pomyślałem, że we współczesnym zamienniku kupionym w USA (fakt – produkowanym w Chinach) mogą dać metryczną „piątkę” dla zmyłki. Anyway… chwila wstydu, ale czujnik podłączony 🙂

Tył w zasadzie poza polutowaniem złączek na przewodach do lamp mam już z głowy. Okablowanie silnika i przednich świateł też. Wiązka pod deską sprawia nieco problemów w ułożeniu, ale do podłączenia zostały już tylko zegary i oświetlenie wnętrza. Ze 2 weekendy i można będzie robić testy 🙂

 Opublikowany przez dnia 23 kwietnia 2017 o 19:06
Kwi 152017
 

Po zimowej przerwie udało się wreszcie wrócić na front walk w nieogrzewanym garażu 🙂

Na pierwszy rzut poszło zbrojenie silnika, a w zasadzie całej komory silnika. Na początek poszły drobiazgi jak spryskiwacze, których w aucie po prostu nie było – jedynie jakieś pozostałości. Kolejna rzecz to rozprowadzenie wiązek elektrycznych, co było stosunkowo proste. Najwięcej problemów, a tym samym przestoju w pracach sprawiły… paski klinowe. Po pierwsze – dołożenie wspomagania kierownicy wymagało założenia podwójnego koła pasowego na pompie wody oraz wale korbowym. Proste. Druga sprawa… dobór właściwego paska. No i tu po raz pierwszy chyba poszedłem na skróty. W sklepie w USA po prostu kupiłem markowe paski Gates do tego modelu silnika, wspomagania i alternatora. Po pierwszej przymiarce okazało się, że jeden jest znacznie za krótki, a drugi – za długi. Kompletnie nie było jak ich zamontować. Po pomiarach udało się dobrać właściwe. Jakby ktoś potrzebował to pasek alternatora – 10×1005, a pasek wspomagania – 13×1250 🙂

Ustawienie kół pasowych to też była niezła zabawa. Z pomocą i… poziomicą przyszedł Kolega Krzysiek, który poradził żeby właśnie za pomocą poziomicy wyrównywać koła pasowe stosując odpowiednią ilość podkładek. Doświadczenie wzięło górę i udało się ustawić dość precyzyjnie koła w godzinkę. Montaż wiatraka oraz chłodnicy wraz z nowymi wężami to była już tylko formalność. To co pozostało do dokończenia to tylko montaż węży podciśnienia (tu muszę uwzględnić trójnik, bo doszło wspomaganie hamulców) oraz przewody chłodzenia oleju skrzyni biegów. Po uzupełnieniu płynów można będzie uznać, że prace nad zbrojeniem silnika za zakończone – to powinno zdarzyć się już w maju.

 Opublikowany przez dnia 15 kwietnia 2017 o 18:49
Gru 072016
 

No może nie dokładnie na Mikołajki tylko dzień po, dostałem fajny prezent. Otóż… kilka dni wcześniej powierzyłem moje auto firmie el-tec, która podjęła się wykonania układu wydechowego ze stali kwasoodpornej. Cała operacja poprzedzona była blisko dwugodzinnym omawianiem szczegółów, poczynając od dokładnego ustalenia przebiegu całego układu, a kończąc na detalach w postaci oczekiwanego charakteru dźwięku – wyraźny, mruczący, ale bez dudnień 🙂

Bardzo mile zaskoczony byłem podejściem do auta. Do firmy tej trafiłem dzięki rekomendacji kolegów, którzy realizowali już u nich swoje projekty. No i muszę powiedzieć że byłem bardzo mile zaskoczony podejściem do sprawy. A już w szczególności, że zaraz po wjeździe na warsztat auto dostało własny pokrowiec 🙂 Po kilku dniach, ale jeszcze przed ostatecznym zmontowaniem wpadłem pooglądać jak idą postępy. Wszystko było tak jak trzeba – z ogromną troską o jakość wykonania. Ale do rzeczy… układ zbudowany został z rur o średnicy 2″, tłumiki według indywidualnego projektu speców z el-tec, końcówki zgodnie ze stylistyką aut z tamtych lat. Dodatkiem jest H-pipe mający na celu wyrównywanie ciśnień pomiędzy rurami.

W aucie nie ma jeszcze wnętrza i elektryki – bardzo żałuję, że nie mogłem odpalić i posłuchać efektu. Jak to mówią… byle do wiosny 🙂

 Opublikowany przez dnia 7 grudnia 2016 o 21:53
Lis 012016
 

Prace blacharskie i lakiernicze dobiegły końca. Przyszedł najfajniejszy moment – składanie auta. Wszystkie szyby, uszczelki itp. są już na miejscu. Drzwi, maska oraz klapa bagażnika zamontowane i wyregulowane. Zawieszenie tylne ukończone. Zawieszenie przednie w zasadzie też. Układ kierowniczy, hamulcowy oraz paliwowy – gotowe. Brakuje jedynie wspomagania, które miało być na miejscu… ale nie ma – trzeba poczekać aż dopłynie. To właściwie ostatni element, który powinien zostać zamontowany w warsztacie. Później już tylko ustawianie zbieżności i… zabieram auto do dalszych prac w „domowym (garażowym) zaciszu” 🙂 Pozostanie do poskładania całe wnętrze, układ napędowy (silnik, skrzynia itp), wydechowy, elektryka… no i mozolna praca z poprawkami, ale to już rzeczy raczej drobne i oczywiste. Jest jeszcze kilka drobnych poprawek lakierniczych do zrobienia, ale to zakładam uda się w ciągu najbliższego tygodnia, może dwóch ogarnąć. Przy dobrych wiatrach na koniec listopada auto będzie już u mnie.

 Opublikowany przez dnia 1 listopada 2016 o 07:08
Sie 072016
 

Kolejny duży etap prac mamy za sobą. Malowanie można uznać za ukończone. W minionym tygodniu samochód wrócił z lakierni. Malowane pasy to jest to 🙂

Generalnie malowanie wygląda bardzo dobrze. Nie licząc jakichś totalnych drobiazgów czy pomyłek (szczególnie dotyczy to drobnych elementów wnętrza) to temat mamy z głowy. A odnośnie wnętrza, to będzie czarne z białymi dodatkami. Ciekawe jak to będzie wyglądało po złożeniu. Podwozie pomalowane zostało konserwacją, co mam nadzieję zapewni trwałość powłoki na lata. Dodatkowo profile zabezpieczone zostały konserwacją, podobnie jak wnętrza drzwi. Już nie mogę się doczekać składania 🙂

 Opublikowany przez dnia 7 sierpnia 2016 o 19:40
Lip 292016
 

Długo czekałem na ten efekt. Autko zostało już pomalowane i w zasadzie niebawem można będzie rozpocząć składanie. Kolor oczywiście Wimbledon White z niebieskimi pasami. No właśnie – pasy oraz napisy. Powszechnie stosuje się naklejki. Ma to zalety i wady. Też o tym myślałem, ale jak zobaczyłem auto Szymka z forum Mustanga z malowanymi pasami oraz napisami to szacuuuun. Bardzo chciałem mieć identyczny efekt. Sprawa dość trudna do zrobienia, ale dobry lakiernik sobie poradzi. Chodzi o to, aby namalować pasy bezpośrednio na bazowym lakierze, wszystko zmatowić i przykryć bezbarwnym w taki sposób, aby miejsca łączenia kolorów były niewyczuwalne. Ten efekt jest u wspomnianego Szymka na jego FB’65 i mam nadzieję, że taki też będzie u mnie.

Oprócz pasów, które są powiedzmy dość proste do namalowania uparłem się też na boczne napisy. Trochę się lakiernik przy tym namęczył, ale efekt jest jak dla mnie bardzo ok. Tak właśnie miało to wyglądać.

 Opublikowany przez dnia 29 lipca 2016 o 08:35
Lip 222016
 

Właściwie to tytuł jak w Wybiórczej… nie oddaje zawartości, ale jak to mówią bagażowi… do rzeczy 🙂

Tak na prawdę to chciałem opisać przygodę z remontem tylnych hamulców, który przeprowadziłem przy okazji remontu mostu. Sam remont mostu powierzyłem specjaliście, natomiast samodzielnie zająłem się ogarnięciem hamulców. Co ciekawe… Koledzy z warsztatu pracującego nad blacharką zrobili mi przysługę piaskując i malując epoksydem most. Ucieszyłem się, bo ładnie wyglądał. Ale… po rozebraniu myślałem że uduszę. Mało tego, że piaskowali bez zdejmowania i rozbierania czegokolwiek to jeszcze na koniec postawili most w pionie.

Efekt… w bębnach wylądowało kilo piasku, który – aby przypadkiem nie wyleciał – zalany został olejem wyciekającym z pionowo ustawionego mostu. Czyszczenie tego wszystkiego – sama radość 🙂 W każdym razie po rozebraniu bębnów okazało się, że całkiem niedawno ktoś założył nowe szczęki oraz właśnie bębny. Zatem swoje prace – nie licząc renowacji obudowy – ograniczyłem do wyczyszczenia wszystkiego, pomalowania oraz wstawienia nowych cylinderków i brakujących sprężynek od ręcznego. Generalnie z efektu jestem zadowolony. Wymiana zdań z majstrami od piaskowania – bezcenna 🙂

 Opublikowany przez dnia 22 lipca 2016 o 08:26
Cze 102016
 

5Pod koniec maja rozpoczął się kolejny etap prac nad autem – przygotowanie do położenia lakieru. Wszystkie łączenia elemenetów zostały zabezpieczone masą elastyczną.  Następnie zewnętrzne części nadwozia pokryte zostały szpachlą natryskową. Dalsze etapy są niby oczywiste… szlifowanie, podkład, baza, lakier. Ale… auto przede wszystkim malujemy w oryginalnym kolorze – wimbledon white. Ponieważ samochód ma być wierną stylizacją modelu GT350 nie obędzie się bez niebieskich pasów Le M1ans Stripes oraz  odpowiednich oznaczeń GT350 na przednich błotnikach. Powszechnym sposobem na dodanie tych elementów dekoracyjnych jest zakup w USA odpowiednich naklejek i oklejenie auta. Oczywiście można i tak. Metoda ta ma tylu zwolenników co przeciwników. Jak dla mnie takie naklejki to trochę tandetna sprawa. Może i jest bardziej praktyczna jak trzeba poprawić dany element nadwozia – przyklejamy nowe i pozamiatane. Ale wygląd jest moim zdaniem średni. Do tego dochodzi problem z myciem auta, które może

czerwiec 2016 - przygotowanie do lakieru

czerwiec 2016 – przygotowanie do lakieru

powodować że wspomniane naklejki z czasem stracą swój urok. Jakiś czas temu Szymek z forum mustangów zdecydował się na malowane pasy oraz napisy na swoim aucie. Efekt – a widziałem to na żywo – powalił mnie. W dotyku pasy były niewyczuwalne. Wyglądały idealnie. Tak też chciałbym zrobić malowanie tych elementów. Lakiernik ma zatem spore wyzwanie, ale wszystko wskazuje na to, że się uda. Fingers crossed 🙂

 Opublikowany przez dnia 10 czerwca 2016 o 06:01
Mar 302016
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prace blacharskie… temat który spędzał mi sen z powiek przez blisko 2,5 roku. W zeszłym tygodniu szef warsztatu, któremu powierzyłem remont blacharski nadwozia oznajmił mi, że prace zostały zakończone. Pojechałem dzień później z lekkim niedowierzaniem, ale wszystko wygląda na skończone.

Cóż… trwało to długu, znacznie za długo, właściwie to już szukałem nowego warsztatu ze względu na brak jakichkolwiek postępów, ale obecny szef warsztatu w listopadzie wystartował z moim autem. Po uzupełnieniu brakujących części prace szły bardzo sprawnie. W sumie zajęło to jakieś 3 miesiące. Czemu trzeba było tyle na to czekać?? No nic. Ważne, że Panowie wywiązali się z umówionych prac. Pomimo różnych perypetii sprawę uznaję za niebyłą 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A teraz do rzeczy. Nie jestem specem od blacharki, dlatego jej wykonanie zleciłem profesjonalistom. Efekt? Blacharz to mistrz świata. Wszystkie elementy pedantycznie spasowane. Szczeliny idealnie równe. Chodziłem, oglądałem – ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Zakres prac jak i ich komplikacja były bardzo duże. Poskładanie tego w jedną całość było dużym wyzwaniem. Najtrudniejszym okazała się wymiana podłogi. Przyjechała w częściach i jej złożenie na podstawie wymiarów fabrycznych wymagało w sumie 4 podejść. Niemniej udało się. Później już szło sprawnie. Z każdym tygodniem pojawiały się kolejne spasowane elementy.

Jakość prac blacharskich ocenić można jak zwykle po szczegółach. Na mnie robi wrażenie łączenie elementów z wykorzystaniem techniki cynowania spawu. Połączenie blach po spawaniu podlega

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

szlifowaniu. Następnie na taką powierzchnię nakładana jest cyna, która jest szlifowana do uzyskania pożądanej powierzchni. To stara szkoła. Niemniej tak oryginalnie wykonywane były połączenia w tych autach. Jak dla mnie szacun za profesjonalizm. Tak jak wspomniałem – blacharz w tym warsztacie to mistrz świata!

Teraz grzecznie czekam na wykonanie różnych drobnych poprawek, przygotowanie do lakierowania i sam lakier. Trzeba odczekać w kolejce przez około miesiąc, ale to już mały pikuś 🙂

 Opublikowany przez dnia 30 marca 2016 o 17:22
Mar 012015
 

Korzystając z wolnej chwili w weekend zająłem się przeróbką tylnych świateł. Jakiś czas temu udało mi się kupić bardzo ładnie wyglądające szkła do lamp tylnych… model europejski! Zamiast czerwonego kierunkowskazu połączonego ze światłem STOP mamy ładną pomarańczową sekcję. Gdzieś kiedyś wyczytałem że takie klosze produkowane były w przypadku mustangów na inne rynki zbytu niż USA (np. Nowa Zelandia), ale kto to wie…

Jedna ważna cecha: szkiełko ma znaczek FoMoCo, zatem z dumą montuję to szkiełko do nowej lampy 🙂

Szkiełko szkiełkiem, ale pod nim w standardzie znajduje się jedna żarówka – zatem lampa musiała ulec modyfikacji. Na rynku dostępne są zestawy do przeróbki świateł w Mustangach ’65-’66 do wersji europejskiej, ale to światełka LEDowe. Wyglądają w mojej ocenie średnio. Do tego sposób działania też nie zachwyca. Postawiłem na klasyczne żarówki. Udało mi się wyszukać odpowiedni adapter na 3 żarówki i zrobić lekką przeróbkę lampy. Wyszło całkiem znośnie.

Postanowiłem kierunkowskaz (podobnie jak światła stop) zrobić tak, żeby wraz z włączeniem świateł mijania delikatnie się podświetlał, a wraz z włączeniem kierunkowskazu świecił znacznie mocniej. Efekt dość ciekawy. Liczę, że ten wynalazek przejdzie przegląd rejestracyjny. Klasykom ponoć wiele rzeczy diagności puszczają płazem 🙂

 Opublikowany przez dnia 1 marca 2015 o 17:30
Lut 222015
 

Ponieważ kilka dni temu dotarły brakujące pierścienie smarujące mogłem spokojnie dokończyć składanie skrzyni biegów. W zasadzie zrobiłem to nawet dwukrotnie 🙂 Przy tej okazji dowiedziałem się jak nie powinno się składać automatycznej skrzyni biegów. Otóż… przede wszystkim nie należy składać skrzyni w pozycji horyzontalnej 😉

Wszystko ładnie szło, żadnych problemów. Instrukcja oraz zdjęcia z demontażu pod ręką bardzo się przydały, kilka godzin i skrzynia gotowa. Nic prostszego. Zapakowałem w folię i do garażu. Ale… zaniepokoił mnie niewielki wyciek z okolic tzw. dzwona. Pomyślałem sobie, że to przecież nic nadzwyczajnego jak odrobina płynu ATF, którego używałem do montażu poszczególnych elementów. Wytarłem zatem obudowę i pojechałem do domu.

Coś jednak nie dawało mi spokoju. Niby oleju w skrzyni nie ma, wszystko dość sterylnie montowane, skąd ten wyciek? Zacząłem przeglądać stare zdjęcia zrobione przy rozbieraniu i składaniu skrzyni i… znalazłem przyczynę. Otóż składając poszczególne elementy wszystko robiłem w poziomie. Błąd polegał na tym, że dwa elementy sprzęgła biegu pierwszego rozsunęły się o ok 2-3 mm (zdjęcie obok). Wszystko szło ładnie aż do samego końca. Złożyłem wszystko razem, ale miałem wrażenie, że przykręcając dzwon coś jest nie tak. Niby dokręciłem śrubę, ale po dokręceniu kilku sąsiednich ta jedna była wyraźnie poluzowana. Przyczyną była lekko wystająca pompa oleju w skrzyni, która wystawała… z powodu wspomnianych 2-3 mm.

Zatem kolejna wycieczka do garażu, rozbieranie skrzyni, ponowne składanie – tym razem w pionie – i poszło znacznie lepiej. Pompa oleju pasuje jak ulał. Bardzo dobrze widać też dopasowanie elementów wewnętrznych. Skrzynia postoi teraz kilka dni w pozycji pionowej i mam nadzieję, że nie będzie już żadnych wycieków. Nie chcę myśleć co by było, gdybym zalał skrzynię olejem. Mało tego, że cały olej znalazłby się pod autem, to jeszcze zrobiłbym sobie spory problem. Wystające elementy wewnętrzne z pewnością uszkodziłyby opaski zaciskowe otaczające wirnik skrzyni. Skończyłoby się na zakupie nowego zestawu naprawczego i ponownym remoncie.

Niemniej remont skrzyni zakończony, wszystko poszło bardzo sprawnie. Mam nadzieję, że zadziała:)

 Opublikowany przez dnia 22 lutego 2015 o 17:44
Sty 282015
 

Po kilku tygodniach oczekiwania dotarł wreszcie zestaw naprawczy do skrzyni biegów. No i oczywiście nie obyłoby się bez jakiegoś zonk’a. W pudełeczku karteczka (pech nr 1), a na karteczce zgrabna informacja, że zestaw nie zawiera jednej drobnej nakrętki regulacyjnej, która oczywiście jest nieco niestandardowa, bo wyposażona w wewnętrzną uszczelkę i gwint drobnozwojowy. Znalezienie u nas nakrętki drobnozwojowej w wymiarach calowych graniczy z cudem. A takiej „specjalnej” to już zupełnie nie ma skąd wytrzasnąć. Szkoda tylko że ta cudna notatka nie pojawiła się w sklepie z częściami, gdzie sprzedawali ten zestaw. Nakrętkę tą można spokojnie dostać w USA za… 99 centów. Ech. Dobra – zamówiona, zamontujemy na koniec.

Kolejny problem pojawił się kilka dni po tym pierwszym (pech nr 2). Jeszcze w ubiegłym roku, po zdemontowaniu wszystkich śrub i kilku innych stalowych elementów postanowiłem je wypiaskować i ocynkować. A co – mówię sobie – będą piękne nówki sztuki 🙂 Znalazłem więc firmę, która obiecała zrobić ten zestaw w ciągu 2 tygodnii. Idealnie! Po 4 tygodniach z braku jakiegokolwiek kontaktu od zleceniobiorcy zadzwoniłem. No i się zaczęło… adresu zwrotnego ani telefonu Pan nie wrzucił do środka. Tiaaa… Dobra… podałem raz jeszcze. Mieli wysłać wieczorem. Po kilku dniach dostaję maila z informacją że nie chyba nie mogą znaleźć moich części (!!!) I tu lekki zawał. Bo wizja sprowadzania nowej skrzyni z USA zawisła nad moją głową. Ale po kilku kolejnych telefonach jest lepiej. Mamy Pana częsci (ufff…) chyba Pana 🙂 Znaczy się nie wiemy do końca. Ale co najwyzej może być kilka elementów więcej. Mówię sobie – w tą stronę niby nie boli 🙂 Nawet zdjęcie dostałem gdzie większość wyglądała na moje. Więc wyluzowany niczym taczanka na stepie czekam na przesyłkę. Jest! Brakuje jednej śruby, ale to pikuś. Jakiś czas temu przewidziałem taką opcję i kupiłem w USA zestaw praktycznie wszystkich możliwych calówek – coś dobiorę.

Obudowa pomalowana, gwinty zregenerowane, śruby jak nowe, wszystkie uszczelniacze i elementy cierne nowe – jednym słowem można składać. Składając zgodnie ze specyfikacją wyszło mi, że brakuje dwóch dystansów z kanałami do smarowania dwóch stykających się walców (pech nr 3). Ktoś ewidentnie już kiedyś remontował tą skrzynię i nie wrzucił tych dystansów do środka (!!!). Niestety, ale cierpiałbym okrutnie wiedząc, że skrzynia jest złożona byle jak. Zatem zrobiłem update do zamówionej chwilę wcześniej nakrętki o zestaw wszystkich dystansów do tej skrzyni. Niestety trzeba będzie poczekać ze dwa tygodnie aż przyleci i dokończyć składanie. Przesyłka kosztować będzie więcej niż same części, ale co poradzić.

Ponieważ ze składaniem skrzyni musiałem się wstrzymać zabrałem się za moduł sterujący skrzyni. Po wyjęciu i rozebraniu okazało się że jest dość mocno zamulony. Czyszczenie dobrze mu zrobi. Sam element wyglądał marnie (patrz po lewej). Rozebrałem wszystkie tłoczki, sprężynki itp. Wszystko pięknie wyszorowałem w benzynie ekstrakcyjnej no i zaczynam składać – ponownie według specyfikacji. No i tu kolejna niespodzianka (pech nr 4). Okazało się, że przy jednym z tłoczków brakuje sprężynki (!!!). Znowu ktoś jej wcześniej nie włożył tam gdzie być powinna. Całe szczęście udało mi się na drugi dzień namierzyć warsztat dorabiający sprężynki. Przeliczając na wagę wyszło mi jak za platynę, ale to szczegół. Ważne że udało się ją zdobyć. Tak oto mogłem dokończyć składanie modułu sterującego.

A jaki jest bilans tej całej zabawy?? Rozbieranie skrzyni zajmuje jakieś 8 godzin. Składanie (jak odliczyć 4 zonk’i, które wyszły w moim przypadku) to jakieś 16-20 godzin. Konstrukcja skrzyni bardzo prosta (o ile robi się wystarczająco dużą ilość zdjęć w trakcie 🙂 ). Jak już dotrą brakujące drobiazgi to w pół godziny poskładam to na czym sie zatrzymałem i gotowe. W tak zwanej wolnej chwili podjadę na komresor sprawdzić czy całe sterowanie działa prawidłowo. Will see….


– Michał

 Opublikowany przez dnia 28 stycznia 2015 o 23:25
Sty 062015
 

Czekając na zestaw naprawczy skrzyni biegów zająłem się doprowadzaniem obudowy do ładu. Szkiełkowanie oraz późniejsze malowanie proszkowe na piękny srebrny kolor znacznie poprawiło wygląd obudowy skrzyni. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Podczas malowania niezbyt dokładnie zamaskowane zostały gwintowane otwory, w efekcie czego nie da się wkręcić śrub 🙁 Konieczne jest ponowne przegwintowanie otworów. Odpowiednie gwintowniki są już w drodze. Czekam tylko na brakujący zestaw naprawczy skrzyni oraz powrót śrub z ocynku i można będze zacząć montaż 🙂

 Opublikowany przez dnia 6 stycznia 2015 o 15:45
Gru 072014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERACzekając na części zamienne do skrzyni biegów zająłem się remontem zegarów. To, co wyciągnąłem z samochodu najlepiej nie wyglądało. Obudowa mocno przerdzewiała, wskazówki pokrzywione, całość pokryta (również wewnątrz) odpowiednią ilością kurzu. Cóż… 50 lat zrobiło swoje.

Prace rozpocząłem od rozbiórki elementu i dokładnego oczyszczenia benzyną ekstrakcyjną wszystkich podzespołów. Później rozbieranie każdego zegara, dalsze czyszczenie, prostowanie wskazówek i innych elementów, składanie… I tak przez kilka wieczorów.

Obudowa, a w zasadzie konstrukcja nośna zegarów poddana została piaskowaniu, a następnie malowaniu metodą proszkową. Wyszło całkiem dobrze. Najważniejsze, że zachowały się wszystkie oryginalne napisy FoMoCo wraz z oznaczeniami części 😉

przed…

po…

przed…

po…

Skoro już udało się ładnie odbudować zegary, przyszła chwila refleksji. Fajnie że to nawet jakoś wygląda, że odbudowa się udała, ale…. czy zegary faktycznie działają? Głupio by było zamontować pięknie wyglądające zegary, które nie działają 🙂

Mamy w zasadzie cztery analogowe zegary, ale jak to przetestować? Z pomocą przyszedł Kolega, dr inż. elektronik Hubert. Po krótkich oględzinach i wstępnych pomiarach Hubert stwierdził, że pora na testy 😉 Na warsztacie nastawny generator napięcia, oscyloskop, miernik… i nasze 50-cio letnie zegary. Nie do końca było jasne na jakiej zasadzie działają. Zatem metodą sapera rozpoczęliśmy z bardzo niskimi wartościami napięć i prądów stopniowo „podkręcając” wartości napięcia i prądu 🙂

Okazało się, że pełne wychylenie wskazówek temperatury, poziomu paliwa i oleju uzyskujemy przy napięciu 3V i prądzie ok 220mA. Wskaźnik ładowania akumulatora to zwykły amperomierz. Pełne wychylenia uzyskaliśmy przy napięciu 1V i natężeniu prądu na poziomie 700-750mA.

Zatem mamy sukces! Wskaźniki działają jak nowe!

Niemniej… kolejny element i kolejna ciekawostka. Amperomierz działał na zasadzie pomiaru prądu. Prosta sprawa. Reagował błyskawicznie na podane wartości prądu. Ale pozostałe wskaźniki chodziły płynnie, powoli, majestatycznie… bardzo ładnie, ale dlaczego? Skoro po podaniu odpowiedniego napięcia i prądu wskazówki nie skoczyły błyskawicznie do skrajnych wartości, tylko wychylały się powoli? Podobnie z powrotem. Tak jakby ładowała się i rozładowywała jakaś pojemność. Ale tam żadnych kondensatorów nie było! Pamiętam jak rozbierałem te wskaźniki… nie było tam nic szczególnego. Jakaś mała zwojnica i tyle. Hubert z wrodzoną dociekliwością i ciekawymi wnioskami zadzwonił do mnie godzinę później. Wskazówki wychylają się płynnie ponieważ… wspomniana zwojniczka nagrzewa drucik, na którym wskazówki są zawieszone. Różnica temperatur powoduje wydłużenie się blaszek, powodując ich wychylenie. Proste!

Przyznam szczerze, że spodziewałem się różnych rzeczy, ale żeby wskaźniki sterowane były na zasadzie… grzałki??!!! 🙂

Czeka mnie jeszcze wiele niespodzianek.

-Michał

 Opublikowany przez dnia 7 grudnia 2014 o 15:20
Lis 162014
 

Remont silnika zakończył się powodzeniem. Pora na skrzynię biegów. Chociaż nie ukrywam, remontu skrzyni biegów boję się znacznie bardziej niż silnika 😉 Zobaczymy. Zestaw naprawczy jest już w drodze, trzeba zatem spieszyć się z rozbiórką.

Oględziny zewnętrzne wskazują, że jest to model C5 (nie C4!). Jest to nieco ulepszona jednostka w stosunku do swojego poprzednika, głównie pod względem ekonomii związanej z eksploatacją 😉 Niestety nie miałem możliwości przetestowania skrzyni przed rozbiórką, ale korzystając z wolnego czasu postanowiłem się nią zająć. Z zewnątrz skrzynia wygląda marnie, ale obraca się prawidłowo. Olej w skrzyni wyglądał normalnie. Po zdjęciu miski olejowej okazało się, że uszczelka wygląda fatalnie i prawdopodobnie mogły pojawiać się drobne wycieki. Podobnie inne uszczelniacze – sprawiają wrażenie mocno wymęczonych. Natomiast sama skrzynia wewnątrz wygląda bardzo przyzwoicie. Elementy są czyste, bez uszkodzeń, czasem z niewielkim nalotem korozji. Zdejmując sterowanie skrzyni ukazały się obudowy przekładni. Bez większych uszkodzeń – jedynie z powierzchniowymi zadrapaniami. Ogólnie rzecz biorąc skrzynia wygląda na całkiem solidnie utrzymaną. Kilka elementów wymaga odświeżenia, wymienione zostaną wszystkie uszczelniacze i mam nadzieję że uda się to jakoś poskładać. Zapowiada się przynajmniej kilka odcinków z relacją z pola walki 😉

 Opublikowany przez dnia 16 listopada 2014 o 18:24
Lis 082014
 

W oczekiwaniu na części do skrzyni przyszedł czas na dopieszczenie kilku drobiazgów. Niedawno wróciły po chromowaniu cięgła oraz panel sterowania nawiewu. Trochę to trwało, ale wyszły całkiem ładnie 🙂 Elementy metalowe udało się odczyścić i pomalować. Trochę zabawy przy składaniu i tak oto mamy praktycznie nowy element. Jego największą zlaetą jest to, że w 100% udało się uratować oryginał. A tak oto wyglądał ten przed zabiegiem.

Wżery były spore, ale podczas chromowania w zasadzie wszystkie udało się zniwelować.

 

 Opublikowany przez dnia 8 listopada 2014 o 16:37
Paź 262014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrace nad silnikiem dobiegły końca. Pierwsze palenie mamy już za sobą. Poszło sprawnie. Co najważniejsze… smarowanie silnika działa bez zarzutu. Czyszczenie wszystkich kanałów olejowych, rozbieranie szklanek, czyszczenie popychaczy itp. zajęło bardzo dużo czasu, ale było warto. Nie sprawdziłem ciśnienia oleju z powodu braku wskaźników, ale po zdjęciu pokrywy zaworów widać było ładnie rozprowadzony olej. To znak, że smarowanie działa dobrze, a pompa zassała olej. Zatem remont silnika (pierwszy w życiu) mogę uznać za udany 😉

Silniczek dostał kilka dodatkowych elementów. Nowe pokrywy zaworów oraz nowy filtr powietrza, wysokowydajna pompa paliwa, filtr itp. Wszystko zgodnie ze specyfikacją silnika w wersji k-code. Zatem liczę, że po dotarciu uda się uzyskać magiczne 271 koni. Czy to się uda… zobaczymy za jakiś czas. Póki co jestem zadowolony z efektu. A tymczasem silnik został przeniesiony na stojak, na którym poczeka spokojnie na montaż do wiosny 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAA co teraz… kolejny ważny element. Skrzynia biegów. Skrzynia zamontowana została na stojaku, na którym przeprowadzę jej remont. Kolejny poważny moduł i… kolejne wyzwanie 😉

 Opublikowany przez dnia 26 października 2014 o 20:02
Wrz 222014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWreszcie nadszedł długo wyczekiwany moment – pierwsze odpalenie naszego silnika po remoncie. Uzbrojenie silnika oraz podłączenie i sprawdzenie całego osprzętu zajęło kilka godzin. Wiadomo – nic gorszego niż zatrzeć świeżo wyremontowany silnik. Oczywiście łatwo nie było. Najpierw pojawił się problem z rozrusznikiem, potrafił tylko przez chwilę zakręcić silnikiem. Po wyjęciu działał bez problemu. Poszukiwania skierowaliśmy ku elektryce. Okazało się, że zwyczajnie silnik nie ma masy. A wszystko to przez sztukowane, amerykańskie kable. Wymiana na nowy komplet pomogła. Inna sprawa, że w międzyczasie zainstalowaliśmy nowy rozrusznik (zupełnie niepotrzebnie).

Po wyeliminowaniu tej prostej usterki silnik ruszył praktycznie od razu. Odrobina samostartu, kilka obrotów rozrusznikiem, aż paliwo dotarło do gaźnika i… usłyszeliśmy piękną melodię 🙂 Ponieważ gaźnik, jak i aparat zapłonowy ustawiane były na podstawie instrukcji nie do końca była to wymarzona melodia, ale po około 30 minutach udało się doprowadzić do stanu, w którym silnik pracował już płynnie. Obroty oraz kąt wyprzedzenia zapłonu pozostają oczywiście do regulacji, ale jest sukces. Nasz silnik ŻYJE!

Po tej próbie silnik został ustawiony na statywie, na którym poczeka spokojnie na montaż i finalną regulację już w aucie 😉

 Opublikowany przez dnia 22 września 2014 o 18:06
Sie 312014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERASkładanie silnika nieco się przeciągnęło. I to nie chodzi nawet o brak czasu, ale o różne niespodzianki, do których wydawało mi się, że przywykłem. Składanie silnika szło bardzo sprawnie ale… utknąłem na brakującym klinie w wale korbowym. Taki sobie drobiazg, który zaginął gdzieś w warsztacie Kolegów, którzy robili mi szlif silnika, wstrzymał prace prawie na 3 tygodnie. Odnalazły się… nawet dwa 🙂

Potem poszło już gładko. Założyłem nowy zestaw rozrządu Comp Camps  3120 – tzw. double roller – podwójny łańcuch i tryby. Zdecydowanie solidniej wygląda od tego, który wyjąłem z silnika. Zainstalowane zostały również nowe elementy: pompa wody oraz pompa paliwa (Edelbrock). Wymienione zostały również wszystkie czujniki (temperatury oraz oleju), zainstalowany filtr oleju (Motorcraft) i inne drobne rzeczy. Dziś również zamontowałem zregenerowany aparat zapłonowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANo i tu pojawił się problem. Chciałem zainstalować nowe kable zapłonowe, ale okazało się, że mają żeńskie końcówki do aparatu zapłonowego. A mój model potrzebuje męskich 🙂 Żeńskie stosowane były w silnikach po 1967 roku, zatem podczas wysyłki ktoś się machnął i wrzucił mi kable z modelu o rok młodszego. Niby niewiele, ale problem jest. Zatem zabrałem stare i nowe kable na warsztat i muszę zrobić małą przeróbkę. Jak to się uda, a kolega z Mustangowego forum pożyczy stojak do silnika, to jest szansa na pierwsze odpalenie za jakieś dwa tygodnie. Obiecuję szczegółową relację z „pierwszego palenia” 🙂

 

 

 Opublikowany przez dnia 31 sierpnia 2014 o 16:05
Sie 032014
 

Ponieważ ostatnio dopłynął zestaw naprawczy alternatora, można było wreszcie się nim zająć. Alternator, który wyjąłem z auta jest oryginalny, sprawny, niestety wygląda koszmarnie. Rozebranie alternatora to prosty zabieg trwający nieco ponad 2 godziny z powodu dziesiątek wykonanych zdjęć poglądowych, aby wiadome było jak go później złożyć – klasyka 🙂 Obudowa alternatora została wyczyszczona stalową szczotką drucianą, następnie położony został lakier żaroodporny w kolorze aluminium. Cewka (uzwojenie) została z zewnątrz pomalowana czarnym lakierem. Następnie wszystkie elementy wewnętrzne zostały dokładnie oczyszczone, nasmarowane i przygotowane do złożenia. Zastosowany został również zestaw naprawczy składający się z nowych łożysk, szczotek i izolatorów obudowy. Całość wyszła w miarę fajnie.

Pozostaje jeszcze tylko dokręcenie koła pasowego i wiatraka oraz… test sprawności, ale to już przeprowadzę w specjalistycznym warsztacie.

 

 Opublikowany przez dnia 3 sierpnia 2014 o 16:35
Cze 142014
 

Po dłuższym czasie zabawy z nieco mniej interesującymi rzeczami przyszedł odpowiedni moment na poskładanie naszego silnika.

Silnik po rozebraniu do pojedyńczej śrubki poddany został obróbce w zaprzyjaźnionym warsztacie. Panowie mechanicy ocenili jego stan na nadzwyczaj dobry – jak na swój wiek oczywiście. Silnik nigdy nie był naprawiany, co jest w tym przypadku dużą zaletą. Wał otrzymał zatem pierwszy szlif oraz polerkę. Panewki główne oraz korbowodowe wymienione zostały na nowe. Wałek rozrządu był w zasadzie w stanie idealnym – skończyło się tylko na polerce. Pozostały zatem oryginalne panewki. Jeżeli chodzi o cylindry to było nieco gorzej. Okazało się, że jeden z nich jest nieco bardziej zużyty niż pozostałe. Konieczne było wykonanie aż trzeciego nadwymiaru. Doszły zatem nowe kute tłoki, no i naturalnie nowe pierścienie. Silnik po obróbce wygląda bardzo ładnie. Sam wał korbowy po złożeniu obracał się bardzo lekko. Po założeniu nowych tłoków to się nieco zmieniło. Bez docierania ani rusz 🙂 

Po obróbce, a jeszcze przed montażem, silnik oraz głowice zostały pomalowane specjalną farbą. Zastosowałem VHT Engine Enamel, bo jako jedyna wzbudziła moje zaufanie. Sposób lakierowania jest tradycyjny. Najpierw podkład, później dwie warstwy bazy i na końcu lakier bezbarwny. Całość utwardzana termicznie. Efekt jak dla mnie całkiem dobry. Piszę o tym dlatego, że dość ciężko dostać na rynku dobry lakier do silnika, a te które są powszechnie dostępne stosuje się nawet bez podkładu. Nie wiem jak z trwałością takiego rozwiązania. Poszedłem zatem w klasyczny styl lakierowania. Zobaczymy co z tego wyjdzie za jakiś czas 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodczas składania silnika bardzo istotne jest dokładne nasmarowanie wszystkich elementów. Można do tego stosować olej silnikowy, który w przyszłości będzie używany w danym silniku, ale szczerze nie polecam takiego podejścia. Podstawowym powodem jest fakt, że taki zwykły olej ścieka po pewnym czasie, a należy pamiętać, że nasz silnik trafi do auta dopiero za kilka miesięcy. Zdecydowanie lepszą opcją są specjalne oleje montażowe. Oleje o konsystencji nieco ciągnącej się, pozostawiają cienką warstwę na smarowanych elementach. Ja stosowałem Miller’s Assembly Lubricant. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Zobaczymy jak pójdzie przy pierwszym uruchomieniu 🙂 

OOLYMPUS DIGITAL CAMERAgólnie składanie silnika – póki co – idzie całkiem sprawnie. Głowica oraz blok po obróbce (planowanie, czyszczenie, piaskowanie, kąpiel parowa, malowanie itp) wyglądają jak nowe. Uszczelki, które przyszły jako kompletny zestaw naprawczy pasują całkiem dobrze. Do poprawnego wykonania całej operacji niezbędny jest porządny klucz dynamometryczny. I tak, mostki dokręcałem z momentem 81-95Nm, korbowody – 25-32Nm (choć to było nieco poniżej skali mojego klucza :(). Głowice dokręcane były natomiast z momentem 88-95Nm. Istotne jest aby dokręcać wszystkie połączenia stopniowo, stosując przynajmniej dwa niższe momenty pośrednie. Mamy wtedy pewność że elementy równo do siebie przylegają. Taka rada Kolegi – mechanika 🙂  Po złożeniu głowic nieco mało estetycznie wyglądają wystające w kilku miejscach uszczelki spod głowicy z przodu bloku. Niby to nie jest bardzo widoczne, ale trochę szpeci ładny niebieski lakier na silniku. Spróbuję się tego pozbyć przy okazji drobnych prac w przyszły weekend 🙂

 Opublikowany przez dnia 14 czerwca 2014 o 20:10
Maj 292014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERANadwozie czeka na brakujące części, silnik rozebrany oczekuje na regenerację cylindrów, wał korbowy czeka na wykonanie pierwszego szlifu, części do silnika płyną… zatem przyszedł czas na naprawę kilku drobnych elementów. Na pierwszy rzut poszła obudowa nagrzewnicy. Stan marny. Obudowa była mocno popękana, elementy metalowe kompletnie zardzewiałe, nagrzewnica cieknie, brakuje kilku drobnych elementów… dużo tego.

Ale po co człowiek za młodu uczył się sklejać modele? Trochę maty szklanej, żywicy poliestrowej, papier ścierny, ze dwa tygodnie zabawy i coś się nawet udało z tego zrobić.

W pierwszej kolejności usunięte zostały wszystkie stare, metalowe nity, potem spasowanie całości i… klejenie. Wszystkie otwory na śruby zostały zalane żywicą i nawiercone ponownie. Zaczepy (większość jest wyłamana, a obudowa była skręcana wkrętami) zostały odtworzone. Elementy metalowe wyczyszczone do „gołego” metalu i dokładnie pomalowane. Komplet nowych uszczelek wraz z nową nagrzewnicą jest już w drodze. Udało się również zdobyć dwa brakujące wewnętrzne elementy – używane, przerdzewiałe, ale są! Kilka godzin i będą jak nowe. Sama obudowa jest niestety wymagała niestety bardzo dużo pracy. Elementy metalowe nie stanowiły problemu. Ich stan był całkiem znośny, jak na 50-cio letnią korozję. Plastikowe elementy wymagały dużo pracy, ale udało się odtworzyć ich oryginalny kształt. Pozostaje jeszcze zainstalować nową nagrzewnicę, uszczelki i inne wewnętrzne „miękkie” elementy i prace można będzie uznać za zakończone.

Poniżej efekt wykonanych prac 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Opublikowany przez dnia 29 maja 2014 o 17:58
Kwi 132014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOksydacja, czyli wywoływanie reakcji chemicznej polegającej na pokryciu metalu jego tlenkiem. A w praktyce zabieg ten powoduje uzyskanie pięknego czarnego koloru metalu. Powłoka jest cienka, jednolita i stanowi istotne zabezpieczenie antykorozyjne. Podpatrzyłem to niedawno na Mustangowym forum jako sposób na „czernienie” śrub.

Ćwiczenie polega na tym, że śruby należy najpierw bardzo dokładnie oczyścić z rdzy, następnie odtłuścić, po czym wygotować w preparacie wywołującym oksydację (ok 45 minut), potem kąpiel w gorącym oleju silnikowym (kolejne 15 minut) i możemy cieszyć się pięknymi czarnymi śrubkami, które wyglądają jak nowe. Efekt jest moim zdaniem całkiem zadowalający. Zdjęcie pokazujące pacjenta przed i po zabiegu znajduje się poniżej.

Natomiast jakOLYMPUS DIGITAL CAMERA to zazwyczaj bywa nie obyło się bez niespodzianek. Pierwsza partia wyszła idealnie. Piękna jednolita czarna barwa. Druga partia niestety wyszła nieco brunatna. Powód? Do roztworu wrzuciłem przez pomyłkę kilka śrub, które zostały jedynie umyte benzyną ekstrakcyjną – nie były natomiast czyszczone mechanicznie. Pozostałości rdzy skutecznie zniszczyły cały roztwór, przez co efekt już taki fajny nie jest. Zatem będzie powtórka – czyszczenie jednej partii śrub i ponowna oksydacja.

Przy okazji ostrzeżenie… roztwór stosowany do oksydacji jest bardzo żrący. Podszedłem do tego czegoś całkiem na luzie i skończyło się na kilku kroplach roztworu na palcu. W ciągu kilku sekund (nie żartuję!) zaczęło strasznie parzyć. Także używajcie okularów oraz rękawic ochronnych – z tym wynalazkiem nie ma żartów.

– Michał

 Opublikowany przez dnia 13 kwietnia 2014 o 20:44
Kwi 072014
 

Krótki raport z placu boju – głównie dla Kolegi Tomka, który dopominał się o aktualizację bloga. Faktycznie, trochę ostatnio zaniedbałem bloga (nie samochód!). W sumie dlatego, że ostatni czas poświęciłem na mozolne szorowanie wszystkich śrub, które wykręciłem z silnika. Zatem nic ciekawego. Ale… udało się zakończyć rozbiórkę silnika. Trochę to zajęło, ale wszystkie części są już wyjęte. Bardzo dobrą informacją jest to, że wszystkie wymiary są nominalne. Również panewki główne. Wał korbowy oraz oraz tłoki / cylindry nigdy nie były regenerowane. Silnik jest w ogólnie bardzo dobrej kondycji. Ostatnio rozebrany silnik został dokładnie wyszorowany. Wszystkie elementy zostały starannie wyczyszczone, odtłuszczone i zabezpieczone. Wszystko zapakowałem do samochodu – za tydzień jedziemy do firmy, która będzie robić wymagane szlify. W sumie jakby nie patrzeć mam w swoim Audi A4 dwa silniki – jeden z przodu, drugi (w częściach, ale zawsze) z tyłu. W sumie prawie 400 koni. I to wszystko w kombi 😉

 Opublikowany przez dnia 7 kwietnia 2014 o 17:05
Mar 162014
 

Dziś przyszedł czas na nieco dokładniejsze przyjrzenie się temu, co mamy w silniku naszego auta. W zasadzie cały dzień spędziłem nad wyjmowaniem i czyszczeniem tłoków. Był to koleny dzień pracy… i kolejna niespodzianka. Tłoki są oryginalne! Pierścienie tłoków są w idealnym stanie – bez uszkodzeń, mają idealnie ostre krawędzie. Panewki są również oryginalne oraz – co chyba najważniejsze – mają naniesione oznaczenie „STD” – czyli wymiar nominalny! Oznacza to, że silnik jest w pełni oryginalny, a co najważniejsze – zarówno wał korbowy jak i cylindry nie podlegały znacznej obróbce. Ściany cylindrów bez uszkodzeń – jedynie minimalne ryski. Podobna sytuacja występuje w przypadku wału korbowego. Niemniej silnik zostanie rozebrany do końca, sprawdzone zostaną wszystkie wymiary, przeprowadzone zostanie honowanie cylindrów i polerowanie wału korbowego. Zobaczymy co na to powiedzą specjaliści, jednak wygląda na to, że można będzie pozostawić wymiar nominalny dla tych elementów. Znacząco wydłuży to czas życia silnika.

 Opublikowany przez dnia 16 marca 2014 o 17:12
Lut 232014
 

Dziś przyszedł długo oczekiwany moment – otwarcie silnika. Silnik to była największa zagadka naszego auta. Nadwozie w średnim stanie, podwozie – dramat, a silnik… wiedziałem jedynie, że „kręci”, wszystkie płyny eksploatacyjne były obecne, wał dało się bez wysiłku obrócić ręcznie. Dając wiarę deklaracjom sprzedawcy w USA silnik był w dobrym stanie, pracował prawidłowo. Po zdjęciu głowic przyszedł czas na wstępną inspekcję. Faktycznie, wszystko wygląda jakby niedawno jeszcze pracowało. Poza tym, że wszystko jest masakrycznie zaciapane smarem, to w cylindrach żadnej korozji, ściany gładkie, bez wżerów. Tłoki w niezłym stanie – jedynie na dwóch znajdują się niewielkie jakby wgniecienia. Takie ślady zazwyczaj pochodzą od zaworów, ale te są w idealnym stanie. Zatem kolejna zagadka – nic nowego 😉

Realny stan tłoków będę w stanie ocenić dopiero po ich wyjęciu. Niemniej w chwili obecnej jestem miło zaskoczony stanem silnika. Dokładnych oględzin wymagają jeszcze głowice, ale to dopiero za jakiś czas. Teraz najważniejsze jest dokończenie rozbiórki silnika i gruntowna ocena, w jakim stopniu należy przeprowadzić regenerację poszczególnych elementów.

Bardzo dobrą informacją jest to, że zarówno kolektor dolotowy jak i głowice pochodzą z 1966 roku i są w pełni oryginalne 😉

 Opublikowany przez dnia 23 lutego 2014 o 17:59
Lut 042014
 

 

No i wreszcie zaczyna się coś dziać 😉 Właśnie dostałem od Wojtka najnowsze zdjęcia naszego auta. Piaskowanie pokazało rzeczywisty stan blacharki. Podłoga w sporej części została już wycięta, ale i tak zainstalowane zostaną panele pełnej długości. Wiele elementów, bardzo istotnych z punktu widzenia konstrukcji nadwozia, było albo naprawianych w nieudolny sposób, albo zwyczajnie przerdzewiałych i zaszpachlowanych. Podszybie (tzw. cowl panel) wyglądało całkiem sensownie, gdyż jego dolna część była naprawiana. Niestety, ale  również klasyfikuje się również do gruntownej naprawy. Części potrzebne do remontu powoli płyną przez ocean. Zobaczymy jak to będzie wyglądać za jakiś czas. Póki co auto nie wygląda zbyt okazale. I pomyśleć, że nadwozie wyglądało całkiem rozsądnie jeszcze kilka tygodni temu…

W każdym razie wszystko przebiega zgodnie z planem. Nadwozie w całości poddawane jest renowacji, co pochłonie mnóstwo czasu i pracy. Zatem zapowiada się długa i wyczerpująca relacja 🙂

 Opublikowany przez dnia 4 lutego 2014 o 21:21
Sty 312014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZima ostatnio daje się we znaki. Próba walki z silnikiem w nieogrzewanym garażu marnie się skończyła.  Zatem dopóki mrozy nie ustąpią powalczymy trochę w domu z kilkoma mniejszymi rzeczami, które również wymagają gruntownej renowacji.

Na warsztat trafił zatem gaźnik. Jest to oryginalny model Autolite 4100, w pełni sprawny i kompletny. Oznaczenia na obudowie to 1.08 venturi, czyli przepustowość 480 CFM. Ewidentnie nie był czyszczony przez długie lata 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAGaźnik został całkowicie rozebrany. Każdy element został dokładnie wyczyszczony. Muchy, które znajduję w zasadzie w każdym elemencie samochodu, a które naturalnie obecne były we wnętrzu gaźnika, nie były niczym niezwykłym. Niestety, ale benzyna ekstrakcyjna nie zawsze dawała sobie radę ze starymi nalotami – większość z nich musiała zostać mechanicznie usunięta. Elementy plastikowe, uszczelki oraz wsuwki i zaciski zostały wymienione, a elementy stalowe zostały po oczyszczeniu również pomalowane. W tej chwili gaźnik wreszcie jakoś wygląda. Zdjęcie sprzed operacji czyszczenia gaźnika obok.

 Opublikowany przez dnia 31 stycznia 2014 o 07:26
Sty 182014
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo nieco dłuższej przerwie świątecznej wracamy do prac. Ponieważ nadwozie pojechało już do Kolegi Wojtka w celu wymiany przerdzewiałych elementów oraz pomalowaniu całości, mamy całkiem sporo czasu na zajęcie się sercem naszego Kucyka. Oglądając blok udało się odczytać numer. Mamy jednostkę oznaczoną C5AE-6015E. Jest to blok wyprodukowany w 1965 roku. Blok ten montowany był w rocznikach ’65-’66 więc wygląda to całkiem dobrze. Po usunięciu wszystkich płynów (olej silnikowy, płyn chłodzący) można było rozpocząć rozkręcanie silnika. Miska olejowa jest nieco pogięta – trzeba będzie ją wymienić. Na dnie miski znajdowało się około 1 centymetra szlamu (czyli dawno nikt tam nie zaglądał). Natomiast nie było w środku żadnych opiłków i innych drobiazgów, które czasem potrafią się tam znaleźć. To akurat bardzo dobrze 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZdjęcie miski poszło gładko. Odkręcenie pompy wody było już trochę trudniejsze, ale się udało. Ciekawostką natomiast okazał się termostat. Wiedziałem, że układ chłodzenia silnika jest zanieczyszczony, ale to jak bardzo jest zanieczyszczony pięknie widać było po termostacie. Cała masa jakiejś mazi… i oczywiście kilka taplających się w niej much 🙂

 Opublikowany przez dnia 18 stycznia 2014 o 16:45
Gru 082013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo kilkumiesięcznych poszukiwaniach warsztatu, który zajmie się naprawami blacharskimi oraz lakierniczymi naszego auta wybór został wreszcie dokonany. Przez najbliższe miesiące autkiem zaopiekuje się kolega Wojtek przeprowadzając kompleksową renowację nadwozia, zawieszenia, układu napędowego oraz wydechowego. Dziś auto zostało zapakowane na lawetę i przewiezione do warsztatu.

Przyspieszony kurs samodzielnego prowadzenia lawety – gratis 🙂

 Opublikowany przez dnia 8 grudnia 2013 o 18:22
Gru 012013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERADzisiejszy dzień upłynął pod znakiem rozbierania pozostałości instalacji elektrycznej. W zasadzie zostało tego trochę – cała instalacja pod deską rozdzielczą. Niby proste, ale… dlaczego każde pokrętło inaczej się demontuje? Dramat jakiś. Całe szczęście jest YouTube 🙂 Finalnie udało się wyjąć całą instalację, wyszystkie pokrętła i inne pozostałości. Autko w zasadzie jest już gotowe do piaskowania. Pozostaje już tylko posortować elementy i ustalić kolejność napraw. W każdym razie już bliżej niż dalej. Miejmy nadzieję, że składanie będzie szło równie łatwo jak rozkładanie auta na części. Chociaż jak sobie przypomnę rozbieranie zegarków w dzieciństwie… grrr… zawsze jakieś śtubki zostawały 🙁 Mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie. Nauczka w każdym razie jest z tego taka, że każdą śrubkę trzeba dokładnie opisać, zrobić zdjęcie itp, bo na własną pamięć nie ma co liczyć:)

Skoro udało się już wyjąć całe wnętrze to OLYMPUS DIGITAL CAMERAmożna było przyjrzeć się nieco dokładniej największej chyba bolączce mustangów z tamtych lat – chodzi o tzw. Cowl Panel (piernik wie jak to na polski przełożyć :)) To taki element podszybia posiadający dwa kominy. Cowl Panel w naszym aucie był naprawiany, bo są wymienione obie strony, ale jak zanurkowałem pod kierownicę, to troche zaskoczyło mnie to co zobaczyłem. Komin od strony kierowcy jest zaślepiony jakąś płytą pilśniową czy czymś takim. Po co taka prowizorka? Skoro ktoś to naprawiał, to po co takie wynalazki? Cały Cowl Panel trzeba będzie rozebrać i zobaczyć o co chodzi, bo to dziwnie podejrzana sprawa. Zobaczymy.

 Opublikowany przez dnia 1 grudnia 2013 o 18:42
Lis 242013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERARozbiórki wnętrza ciąg dalszy. Dziś zająłem się demontażem pozostałości elektryki z przodu auta. Na pierwszy rzut poszły zegary. Dobrą wiadomością jest to, że wszystkie działają 😉 Stan ramki jest nieco słaby, ale spróuję coś sensownego z tego zrobić. Szczególnie, że zegary w całości są oryginalne. Generalnie szło dobrze, do momentu, w którym chciałem zdemontować włączniki. Porażka – nie znalazłem sposobu na demontaż tych zabawek. Muszę doczytać w książce lub w sieci. To musi być proste 🙂 Za to udało się zdjąć podsufitkę. Dach o dziwo jest w całkiem niezłym stanie. Tylko delikatny nalot korozji w kilku miejscach i ślady po podklejeniu izolacji termicznej. Będzie dobrze 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzy okazji wymontowałem dmuchawę. Silnik działa, ale rotor jest cały przerdzewiały. Obudowa nieco popękana, ale oryginalna. Zatem spróbuję ją naprawić przy użyciu żywicy i maty szklanej.

 

 Opublikowany przez dnia 24 listopada 2013 o 18:49
Lis 242013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzyszedł czas na demontarz foteli, wykładziny i pozostałości po elektryce. No cóż… podłoga jest połatana w wielu miejscach. Wygląda to mocno prowizorycznie, blachy montowane są jedna na drugą, przyspawane tylko punktowo, bez zabezpieczeń antykorozyjnych. Jednym słowem dramat. Jeżeli tak naprawiają wszystkie auta w USA, to już nie dziwi mnie że wolimy sprowadzać auta powypadkowe, które nie były naprawiane 🙂 Odnośnie naszego auta… panele podłogowe muszą być wymienione w całości. Tunel środkowy jest w niezłym stanie. Najprawdopodobniej wystarczy jedynie usunięcie starego lakieru. Drzwi lewe są w niezłym stanie. Ich naprawa będzie dość prosta. Prawe – jak się okazuje – były naprawiane. Poszycie zewnętrzne jest wymienione, reszta jest oryginalna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOdnośnie samego wnętrza, to od początku zakładałem, że mamy do czynienia z opcją „Standard Interior”. Pewien cień nadziei na „Pony Interior” przynosiły lampki w drzwiach. Jednak po ich wyjęciu nie mam już cienia wątpliwości. To jest standardowe wnętrze. Poprzedni właściciel… wyciął dziury w drzwiach i wkręcił owe lampki. Po co? Nie wiem. Jeżeli chciał zrobić wnętrze typu Pony, to wypadało popracować nad całą resztą wymaganych elementów. Tak się jednak nie stało. Mamy zatem pomieszanie wersji. Same dziury w drzwiach to jednak spory problem dla mnie. Chciałbym zostawić oryginalne standardowe wnętrze, ale z załataniem tych dziur będzie problem. Otóż faktura wewnętrznego poszycia drzwi to imitacja skóry. Jest to faktura odciśnięta w blaszanym poszyciu! Próba zaspawania tej dziury gładką blachą i zastosowanie szpachli nie będzie wyglądało ładnie. Odtworzenie tej faktury to bardzo trudna operacja i nieco wątpię w jej powodzenie. Raczej trzeba będzie poszukać nowego poszycia wewnętrznego drzwi lub… wkręcić lampki z powrotem i udawać że tak miało być. Zdecydowanie będzie trzeba z tym nieco powalczyć.

 Opublikowany przez dnia 24 listopada 2013 o 18:49
Lis 152013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodczas rozbiórki auta spotkało mnie kolejne – znów miłe – zaskoczenie. Mianowicie oprócz klasycznych elementów chromowanych mamy sporą część elementów dekoracyjnych wykonanych ze stali nierdzewnej. A to cieszy, bo elementy te w prosty sposób można odnowić. O ile ich powierzchnia nie jest zbytnio zniszczona, to można spróbować je zwyczajnie wypolerować. Kilka dni temu odebrałem pastę polerską AUTOSOL, przeznaczoną właśnie do polerowania elementów wykonanych ze stali nierdzewnej. Cała operacja wymaga nieco pracy. W pierwszej kolejności szlifowanie papierem ściernym o ziarnistości 400, potem 800 i na koniec 2000 (wodny). Następnie polerowanie przy pomocy wspomnianej pasty i krążka filcowego, zamontowanego na wolnoobrotowej wiertarce. Moim zdaniem efekt jest całkiem przyzwoity.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWszystkie elementy dekoracyjne do Mustanga można kupić za niewielkie pieniądze. Jednak większość z nich produkowana jest w Chinach. Z całym szacunkiem dla Chińczyków… jakość tych elementów jest marna. Na naszym aucie wszystkie elementy dekoracyjne są oryginalne! Ich stan jest słaby, ale nie mają większych uszkodzeń powierzchni. Zatem koniecznie będę starał się przywrócić im dawny blask. Zima w tym kraju jest wystarczająco długa 😉

Próba wykonana na niewielkim elemencie pokazanym na zdjęciu (łącznik ramki grill’a) nie jest może idealna, jeszcze pewnie ją dopoleruję przy dziennym świetle. Niemniej już na tym etapie mogę powiedzieć, że cała zabawa może jest żmudna ale ma sens 🙂

 

 

 Opublikowany przez dnia 15 listopada 2013 o 21:57
Lis 132013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWłaśnie przyjechały szyby po przeprowadzonej renowacji. Jeżeli ktoś uważa, że nie można idealnie odnowić szyb to zapraszam do oględzin 🙂 Szyby są jak nowe. Jedynie miejsca, w których znajdują się znaczki nie były poddawane żadnej obróbce i na tych fragmentach rysy pozostały. Pozostawienie znaczków było dla mnie priorytetem, gdyż jak już wspomniałem w jednym z wcześniejszych postów – wszystkie szyby są oryginalne. Pomimo, że operacja zajęła blisko 2 tygodnie i – umówmy się – do najtańszych nie należała, to jestem bardzo zadowolony z efektu. I chociaż bardzo chciałbym się przyczepić do czegokolwiek to w tym przypadku zwyczajnie nie ma do czego. Efekt końcowy mnie powalił.

 Opublikowany przez dnia 13 listopada 2013 o 22:14
Lis 052013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJednym z pierwszych elementów zdemontowanych z naszego auta była chłodnica. Ponieważ była oryginalna zapadła decyzja o próbie jej odratowania. Ze względu na agonalny stan konieczna była wymiana rdzenia. Niemniej udało się dobrać identyczny rdzeń – dokładnie taki, jaki stosowano oryginalnie w seryjnej produkcji. Malowanie chłodnicy muszę jeszcze delikatnie dopracować – panowie w tym zakresie się nie popisali. Niemniej odbudowę uważam za udaną. Po kilku drobnych poprawkach będzie idealna.

W ramach ciekawostek… chłodnica posiada nieco nietypową konstrukcję. Zbiornik wyrównawczy znajduje się bowiem w górnej części chłodnicy. W dolnej części natomiast znajduje się zbiornik pozwalający na chłodzenie oleju skrzyni biegów. Takie rozwiązanie „wszystko w jednym”.OLYMPUS DIGITAL CAMERA Może nieco skomplikowane, ale bardzo praktyczne. Wyjęcie z samochodu całego układu chłodzenia sprowadza się do odłączenia 4 przewodów. Proste?

 Opublikowany przez dnia 5 listopada 2013 o 16:49
Paź 272013
 

DSC_0324Przyszedł czas na kolejny etap prac – demontaż szyb. Co najciekawsze – wszystkie szyby są oryginalne i mają… blisko 50 lat 🙂 Posiadają oryginalne znaczki CarLite! Zatem za wszelką cenę staramy się je uratować.  Samo usunięcie szyby przedniej i tylnej poszło całkiem sprawnie. Wystarczyło podważyć nieco uszczelki i wyjąc szybę. Podstawowym narzędziem był… zestaw elastycznych, plastikowych szpachelek do układania fug 😉 Są wytrzymałe i bezpieczne dla szyby. Operacja zajęła może godzinkę, ale udało się wyjąć obie szyby w całości, bez niszczenia uszczelek. Uszczelki są w bardzo dobrej kondycji zatem możliwe, że uda się je użyć ponownie. Chociaż to troche ryzykowna operacja, ale zobaczymy. Obawiałem się nieco o stan rantów, ale wszystko z nimi w porządku. Były częściowo naprawiane przez poprzedniego właściciela i nie ma na nich śladów korozji.

 Bez nazwyPrzednia szyba posiada lekkie zarysowania, ale na tyle rzucające się w oczy, że wymagają prezycyjnego usunięcia. Szyba tylna to lekki dramat. Na szybie znajdują się dwie bardzo głębokie oraz duże rysy. Na dodatek od strony wewnętrznej przymalowana jest czarnym spray’em. Ktoś malował elementy plasikowe bez osłaniania szyby! No i teraz mamy piękny pasek dookoła szyby o szerokości ok 2-3 cm. Takie rzeczy tylko w USA. Całe szczęście usunięcie tego nie stanowi większego problemu. Szyby trafiły już do profesjonalnego warsztatu w celu przywrócenia im dawnej świetności. Oczywiście znaczki mają pozostać nietknięte. Mam nadzieję, że Panowie o tym nie zapomną. Inaczej cała operacja nie ma większego sensu. Szczególnie, że koszt regenracji tych szyb jest zbliżony do kosztu zakupu nowych. No, może na małe piwko zostaje 🙂 Niemniej w celu zachowania oryginalnego stanu – uważam, że warto!

DSC_0329Z szybkami bocznymi było nieco więcej zabawy. Małe trójkątne szybki wyszły bez żadnego problemu, ale wyjęcie tych dużych to już wyzwanie wymagające usunięcia tapicerki drzwi, demontażu mechanizmów podnoszenia szyb itd. Oczywiście było sporo gimnastyki i problemów z wyjęciem szyby. Całe szczęście jest internet – kopalnia wszelakiej wiedzy. Obejrzenie krótkiego filmu i przeczytanie instruktarzu znacznie ułatwiło mi całą operację. Szybki wyszły w całości. Nieco martwiło mnie to, że 3 z 4 bocznych szyb było jakby przyciemnionych. Okazało się, że to najzwyklejsza folia, której usunięcie nie sprawiło zbyt dużego problemu.  Szybki te również wymagają „lekkiego” odświeżenia, zatem trafią niebawem do właściwego warsztatu.

 

I tak bez większych niespodzianek udało się zakończyć kolejny etap rozbiórki. Oczywiście nie obyłoby się bez czegoś, co po raz kolejny by mnie zaskoczyło. Tym razem w drzwiach (tak, w drzwiach!) znalazłem fajną i bardzo starą oryginalną latarkę MagLite! Pojęcia nie mam jak mogła się tam znaleźć, ale to całkiem miła i wiekowa niespodzianka 🙂

 Opublikowany przez dnia 27 października 2013 o 14:44
Paź 212013
 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzyszedł czas na demontaż instalacji elektrycznej z wnętrza komory silnika. Instalacja jest wyjątkowo prosta. W zasadzie cała instalacja sprowadza się to dwóch wiązek elektrycznych. Pierwsza – idąca po lewej stronie komory silnika – odpowiada głownie za oświetlenie pojazdu oraz klakson. Przechodzi również przez regulator napięcia. Druga wiązka przebiega po prawej stronie. Obejmuje tzw. Neutral Safety Switch, zasilanie dmuchawy wewnętrznej. Demontaż całości zajmuje dosłownie godzinkę. Czas nie do zrobienia we współczesnych autach. Instalacja mimo tego że działa nadaje się do wymiany bądź gruntownej regeneracji. Przewody są bardzo stare, popękane w wielu miejscach, sztukowane co chwila. Generalnie można spodziewać się po niej wielu problemów. Naturalnie poprzedni właściciel w USA nie przyłożył się szczególnie do remontu, o czym już pisałem. Auto owszem – odmalowane – ale razem z instalacją.Zdjęcie obok świetnie ilustruje jakość tej operacji. Lepiej bym spray’em pomalował 🙂

 

 Opublikowany przez dnia 21 października 2013 o 16:30
Paź 132013
 

DSC_0306Wreszcie przyszedł czas na pewien może mało znaczący, ale bardzo ważny dla mnie etap prac – demontaż wnętrza. Dlaczego taki ważny? Przez cały czas biłem się z myślą, czy auto nad którym pracuję to faktycznie oryginalny fastback. Pomimo bardzo dokładnych oględzin przed zakupem nigdy nie ma 100% pewności. Model fastback jest znacznie cenniejszy niż coupe, dlatego też wielu pomysłowych ludzi próbuje przełożyć część nadwozia i przerobić swoje coupe na fastback’a. Po zdjęciu wszystkich elementów nie było już żadnych wątpliwości – mamy do czynienia z oryginalnym modelem fastback! Nie kryję tym samym radości 🙂 Inna sprawa to stan blacharki. Elementy zewnętrzne zostały wymienione. Wewnętrzne są w zupełnie oryginalnym stanie – czyt. rdza wszędzie 😉 Niemniej nie stanowi to znacznego problemu. Nadwozie i tak w całości kwalifikuje się do piaskowania. Nieco bardziej martwi mnie jakość prac blacharskich wykonanych jeszcze w USA. Niestety, ale to jakaś katastrofa. Blachy w wielu miejscach są tylko z jednej strony przyspawane. DSC_0308Przyjaciele zza oceanu nie znają chyba czegoś takiego jak masy uszczelniające. Blacha do blachy i tyle, przyspawać aby nie latało. A to, że z kabiny mamy prześwity do nadkola to żaden problem. Może i tak – jak nie pada 😉 Chociaż w ich klimacie to może nie ma sensu. U nas jednak takie prace są niedopuszczalne. Wszelkie dziwne połączenia zostaną usunięte i naprawione w sposób prawidłowy. Prace blacharskie oraz lakiernicze powierzę profesjonalnemu warsztatowi zajmującemu się właśnie renowacją starych amerykańskich samochodów.

 Opublikowany przez dnia 13 października 2013 o 16:55
Wrz 072013
 

Dziś przyszedł czas na zdjęcie nieco elektryki z pojazdu. To co istotne… tu nie ma elektroniki – jest elektryka 😉 Nawet bez większej wprawy łatwo dojść co i jak jest / powinno być połączone. Niemniej schematy instalacji elektrycznej mocno pomagają w identyfikacji poszczególnych wiązek przewodów. Jak zwykle kilka ciekawostek.DSC_0286

Pierwsza… jakim cudem ta instalacja mogła działać? Analizując wszelkie połączenia elektryczne w aucie okazuje się, że każdy (nie żartuję!) przewód jest co chwila sztukowany. Przewody poskręcane są ze sobą – bez lutowania itp. I tak średnio co 20-30 cm. Katastrofa. Ale… całe oświetlenie działa! Kolejny przykład jakości prac wykonanych za oceanem 🙂 Nawet podłączenie przewodów do gniazd żarówek jest na zasadzie „nie dotykać póki działa”. Tu nawet o izolację się nie zatroszczyli. Instalacja w całości idzie do wymiany. Szkoda zabawy w przyszłości na szukanie źródła problemu. Pozostawiam zatem końcówki, które się jeszcze nadają, a wszelkie sztukowane kabelki wymieniam na nowe. Dodatkowo trzeba będzie coś zrobić z lampami z tyłu. W USA światła stop oraz kierunkowskazu są czerwone – skonstruowane na jednej żarówce. W tym zakresie planuję niewielką modyfikację lampy polegającą na zainstalowaniu dodatkowego gniazda żarówki w lampie. Do tego oryginalne szkła produkowane na rynek australijski i mamy wersję europejską oświetlenia.

Kolejna ciekawostka – lapmy przednie. Spodziewałem się popularnej konstrukcji – odblask, szkło i żarówka. Ot taka klasyka. Ale nic z tych rzeczy. W mustangu lampa przednia… to jeden element. szkło i odblask zespolone są ze sobą na stałe. W środku żarówka – na stałe w odblasku. A z całej lampy wystają jedynie styki do zasilania. Takiej konstrukcji się nie spodziewałem. Nie da się wymienić samej żarówki – wymienia się całą lampę. A my narzekamy, że we współczesnych autach ciężko się wymienia żarówke w aucie… tu trzeba było wymieniać w sumie całą lampę 🙂 Na szczęście obie są w idealnym stanie.

 Opublikowany przez dnia 7 września 2013 o 16:39
Lip 272013
 

DSC_0271_2Dziś udało się nieco podgonić z pracami. Wspólnie ze Szwagrem mojej Szwagierki (Krzyśkiem) oraz jego synem (Łukaszem) zabraliśmy się za wyjmowanie silnika. Krzyśka wiedza i doświadczenie pozwoliły na zakończenie tego manewru z sukcesem. Przede wszystkim wyjęliśmy silnik razem ze skrznią. Zajęło to kilka godzin, ale poszło bez większych problemów. Zasadniczo operacja jest prosta. Silnik trzyma się na dwóch poduszkach przy dolnej części kielichów. Skrzynia biegów – na jednej. Odkręcenie dosłownie 4 większych śrub pozwala wyjąć całość. Wystarczy wyciągnik łańcuchowy oraz coś, co pozwoli wychylić silnik o kilkadziesiąt stopni. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek. Silnik trzeba było jakoś zamontować w łańcuchy. Niby proste, ale po raz pierwszy odbiłem się od niby oczywistego problemu – tu wszystkie śruby są CALOWE!!!! No i zaczęło się szukanie nieco dłuższych śrub w wymiarze 7/16 cala 🙂 Kilka udało się pozyskać i dokończyć operację. Zamontowanie silnika w stojak wymagało zdobycia jeszcze dłuższych śrub – tu już trzeba było poszukać czegoś na mieście, co trywialne nie jest. Niemniej silnik zamontowany w stojaku czeka na swoją kolej.

 Opublikowany przez dnia 27 lipca 2013 o 18:17
Kwi 272013
 

20130707_160810Zatem zaczynamy. W pierwszej kolejności zajmujemy się demontażem wszystkiego, co umożliwi nam wyjęcie silnika. Na pierwszy ogień idzie zatem maska oraz chłodnica. Przy tej okazji duża ciekawostka. W wężach dochodzących do chłodnicy oprócz płynu znalazły się… muchy. Jakieś dziwne, takie nie nasze 😉 Ale są i to jest ich masa. Znalazłem ich całą garść w okolicach termostatu. Dziwne to troche, bo układ wygląda na (w miarę) szczelny. Chłodnica lekko cieknie, ale nie ma dramatu. Podejrzewam, że zaskoczy mnie jeszcze nie jedno w tym aucie 😉

Demontaż chłodnicy poszedł sprawnie. Jest to dość ciekawa konstrukcja. Zbiorniczek wyrównawczy płynu chłodzącego znajduje się w samej chłodnicy. Dodatkowo chłodnica służy do chłodzenia oleju skrzyni biegów.

Na zdjęciu obok garstka muszek w obudowie termostatu.20130707_163308

Generalnie wszystko idzie sprawnie do przodu. Przy okazji jeden drobiazg. Albo silnik był malowany po złożeniu (mało prawdopodobne) albo wcale nie był rozkładany i pomalowany został w aucie (bardziej realne). Wnioskuję to po przymalowanych śrubach (blok, kolektor dolotowy oraz głowice maluje się oddzielnie) oraz po „zapylonych” elementach takich jak pokrywa zaworów, wężykach gumowych itp. Tak jakby ktoś to niebieskim spray’em pociągnął. Wygląda słabo. Planuję to oczywiście rozebrać na części pierwsze, wyczyścić i sensownie pomalować. Silniczek oczywiście na niebiesko 🙂

20130707_164843

 

Ku mojemu zaskoczeniu w rozbiórkę zaangażowała się nawet moja żonka – Kasia wyjmując chłodnicę 🙂

 Opublikowany przez dnia 27 kwietnia 2013 o 18:17
Kwi 072013
 

foto2Pierwsze koty za płoty, czyli oględziny tego co kupiliśmy… cóż… będzie dużo pracy. Ogólne wrażenie nie jest jednak najgorsze. Auto co prawda było robione dawno temu, ale jest w zasadzie kompletne. Brakuje kilku niewielkich detali. Całość wymaga natomiast gruntownej renowacji. Oto kilka szczegółów i zdjęć.

Podwozie – delikatna katastrofa. Podłużnice z tyłu sztukowane. Z przodu lewa w porządku, prawa do lekkiej naprawy. Sama podłoga sztukowana z wielu elementów. Klasyfikuje się do wymiany w całości.

Nadwozie – o dziwo jest w niezłym stanie. Niektóre elementy, jak obie tylne ćwiartki były wymieniane na nowe. Pozostałe elementy posiadają nieznaczne ilości korozji. Generalnie, poza kilkoma wgnieceniami, nie ma dramatu. Zbiornik paliwa jest nowy. Na masce została zainstalowana atrapa wlotu powietrza – brak dziur – wlotów powietrza do silnika.

Silnik – kompletny i „kręci”. Potwierdza to informacje od właściciela z USA.

Skrzynia biegów – za wiele nie można powiedzieć. Tak czy siak zostanie poddana gruntownemu remontowi

Instalacja elektryczna – o dziwo – działa.

Układ kierowniczy – sprawny, spore luzy.20130407_123550

Komora silnika – tu jest lekki dramat. Fartuchy boczne oraz kielichy są w bardzo słabym stanie. Szczególnie dotyczy to lewej strony. Fartuchy nadają się wyłącznie do wymiany w całości.

Wnętrze – jeszcze większa katastrowa. Tapicerka siedzeń to jakaś zbieranina z różnych aut. Nic tu nie pasuje. Jedyny plus to oryginalność poszycia, na co wskazują blaszki znamionowe (tak – tu nawet siedzenia mają dołączone blaszki z wybitym rokiem produkcji!).

Zawieszenie – w niezłym stanie. Wymaga renowacji

 20130407_122927

Podsumowując, auto zgadza sie z deklaracjami właściciela w USA. Wygląda na jeżdżące, wszystkie komponenty (oprócz hamulców) są sprawne. Natomiast w zasadzie wszystkie przeprowadzone dotychczas prace były dalekie od ideału. Auto wyremontowane było bardzo niestarannie.

 Opublikowany przez dnia 7 kwietnia 2013 o 18:08