Dogonić marzenia

 

Zaczęło się niewinnie i dawno temu… od obejrzanego w akademiku na pierwszym roku studiów filmu „60 sekund”. Samochód – Ford Mustang z 1967 roku „Eleonor” – rozpoczął pewną chorobę, która trwa po dziś dzień. Bez przerwy… od blisko 14 lat. Wtedy zaczęły się marzenia. Marzenia, aby ujrzeć takie auto na żywo, usłuszeć brzmienie silnika v8. Do marzeń o przejażdżce nawet nie dotarłem. Pojawiło się jednak jedno mocne postanowienie – zdobyć kiedyś takie auto.

Kolejne lata przyniosły stosy przeczytanych artykułów prasowych dotyczących historii Forda Mustanga pierwszej generacji. Przełom nastąpił po kilku latach, kiedy zdobyta wiedza pozwoliła na sprecyzowanie marzeń. Nastąpiła drobna zmiana. Model 1967 w istocie jest piękny, wyposażony typowo w jednostkę o pojemności 7 litrów (427 cui) poddawany był modyfikacjom przez Carolla Shelby’ego. Tak oto powstawał model znany pod nazwą GT-500. Jednak zdobycie takiego oryginalnego modelu to jak wygrana w totolotka.

Zgłębiając natomiast tematykę pojazdów tzw. performance car można było jednoznacznie wskazać na model GT-350, który był stworzony przez wspomnianego Carola do rajdów. Bazą dla tego modelu był samochód Ford Mustang Fastback wyposażony w jednostkę napędową o pojemności 4,7 litra (289 cui), czterogardzielowy kolektor dolotowy, gaźnik Edelbrock. Silnik – w najmocniejszej swojej konfiguracji – oznaczony był kodem „K” (tzw. K-code) i osiągał moc 271 HP. Model Fastback – stosowany do modyfikacji – pochodził wyłącznie z lat 1965 – 66. Tak oto nastąpiła zmiana, a raczej doprecyzowanie zainteresowań – zdobyć model Ford Mustang Fastback właśnie z tych lat.

A co z Eleonor… Model zbudowany na potrzeby filmu wyposażony został w dość dużą ilość plastikowych elementów nadwozia – maska, nadkola, zderzak przedni, panel świateł z tyłu itd. Był to kolejny argument, który spowodował zmianę planów. Z całym szacunkiem dla pięknej linii nadwozia tego samochodu. Wersja GT-500 nigdy nie była samochodem przygotowywanym do rajdów. Stanowiła natomiast godną odpowiedź na zaprezentowany przez konkurencję Chevrolet Camaro.

Mniej więcej rok temu nastąpił kolejny przełom. Kiedy to wspólnie z narzeczoną planowaliśmy własny ślub oczywistym było jakim autem do niego pojedziemy. Nawiązałem wtedy kontakt z kolegą Tomkiem z Olsztyna, który udostępnił nam swój samochód. Był to przepiękny Ford Mustang Coupe z 1965 roku (A-code). Jakie było moje zdziwienie, gdy Tomek zaproponował mi samodzielne prowadzenie samochodu. To było jak spełnienie największego życiowego marzenia. Przejażdżka w istocie trwała długo, goście weselni się niecierpliwili… ale dla nas to przecież było jak „5 minut na małym zegarku”.

20130407_123328Od tego momentu jasnym już było, że zakup własnego auta jest tuż tuż. Szansa na to zdarzyła się na początku 2013 roku, kiedy to w oko wpadł mi model dość bliski wyobrażeniom. Stan ogólnie mówiąc agonalny, wymagający ogromnej ilości pracy. Za namową żonki marzenie zaczęło przyjmować nieco bardziej realny kształt. I oto jest. W dniu 14 kwietnia 2013 roku auto dotarło do garażu, gdzie zaczynamy kolejną przygodę pt. przywracanie auta do dawnej świetności.

Jest to Ford Mustang z 1966 roku, wyposażony w 225 konny silnik C-code o pojemności 4,7 litra oraz automatyczną skrzynię biegów. Stan agonalny. Auto zostanie rozebrane do gołej blachy i odbudowane zgodnie ze specyfikacją. Przy tym stanie auta ciężko bowiem mówić o renowacji. To już walka o przeżycie 🙂

 – Michał

 Opublikowany przez dnia 30 września 2013 o 16:07

  11 komentarzy o “Dogonić marzenia”

  1. marzenia się spełniają:)))
    ściskam kciuki!!

  2. Ambitny projekt.. no i wyjątkowy. Powodzenia..

  3. Gratulacje! Też mam takie marzenie jak Ty, może się kiedyś spełni.
    Powodzenia.

  4. Piękna maszyna.
    Z ogromną przyjemnością będę śledził postępy prac.

  5. Witam, dzieje się coś z autkiem ???

    • Witam!
      Niestety brak aktualizacji spowodowany jest tym, że warsztat zajmujący się blacharką delikatnie mówiąc nie wywiązał się z umowy. Nadwozie nadal nie jest pospawane. Do malowania jeszcze daleko. Opóźnienie prac na dzień dzisiejszy sięga już niemal roku.
      Jestem przed ważną decyzją czy kontynuować prace z obecnym warsztatem, czy przenieść nadwozie do nowego wykonawcy.

      Wkrótce temat zostanie wyjaśniony – postaram się wtedy opisać co i jak.

      Jak zapewne rozumiecie sprawa jest na tyle delikatna, że (pomimo swojej ogromnej wściekłości na zaistniałą sytuację) powstrzymuję się od publicznych komentarzy dotyczących prac nad blacharką. Przynajmniej do czasu ostatecznego załatwienia sprawy z obecnym wykonawcą.

      Jeszcze chwila… cierpliwości 🙂

      m.

  6. Witam, jak tam temat blacharza ogarnięty? Sam namierzam taki sam model 1965 fastback z silnikiem v8 i manualem do kapitalnego remontu i w marcu chce po niego jechacć mam nadzieję że się uda powodzenia hej.

    • Czołem!
      Warsztat po ciężkich rozmowach w listopadzie wziął się do pracy. Ze względu na konieczność oczekiwania dodatkowe na części blacharskie prace stanęły na ok miesiąc, ale w najbliższych dniach mają ponownie ruszyć. Niestety dla mnie sytuacja jest daleka od oczekiwanej. Ta cała blacharka trwa już ponad 2 lata. Zobaczymy w najbliższych tygodniach jak to będzie wyglądać dalej.
      Powodzenia z Twoim autem. Z przyjemnością będę śledził postępy. Proszę o kilka zdjęć na maila.

      pozdrawiam
      Michał

  7. Witam Panow,planiuje kupic cabrio 1965 v8,jak wyglada sprawa czesci blacharskich ,podloga,podloga w bagazniku.Czy w Polsce jest to do dostania?Pozdrawiam,

    • Witam!
      Z częściami blacharskimi nie ma w praktyce żadnego problemu. Części w dużej mierze można kupić w Polsce. Polecam osobiście to oto miejsce:

      Mustang Shop

      Wszystkie podstawowe (czyt. powszechnie wymieniane) części blacharskie będą na miejscu – jak panele podłogi, drzwi, błotniki itp. Natomiast jeżeli trzeba coś konkretniejszego jak przykładowo cała podłoga – to już trzeba zamawiać z USA.

      Generalnie praktykowałem podejście takie, że większe transporty części brałem z USA, a jak potrzeba było coś „na szybko” to kupowałem u nas. Kwestia kosztów i czasu.

 Skomentuj