Lis 302019
 

Co jakiś czas zaglądam na własnego bloga i zastanawiam się co tu napisać. Ostatni wpis jest z lutego 2018. Może przyjęta forma nie była właściwa? Nie wiem. Po spędzonych przeszło 5 latach nad autem doprowadziłem je do stanu, który wreszcie daje mi satysfakcję. Jest to o tyle cenne, że _wreszcie_ przy dobrej pogodzie mogę zejść spokojnie do garażu, ściągnąć pokrowiec i odpalić i… jechać. Tak po prostu i bez specjalnego celu. Cholera to jest przyjemne. Natomiast jest coś jeszcze… Cała moja praca miała sens bo był cel – zbudować samochód swoich marzeń. I powiem Wam, że najgorzej jest złapać króliczka 🙂

Ale dla pocieszenia jest coś jeszcze. Współczesny samochód naprawia się metodą wymiany części, modułów, czy cokolwiek tam producent dostarcza. Wkładasz i działa. Dokładnie tak jak zostało to zaprojektowane. W klasyku to zupełnie inna bajka. Zawsze jest coś, co chcesz zmienić, poprawić. Takie drobiazgi mógłbym wyliczać bez końca. Ot chociażby ostatnio wyłapany drobiazg przez Kolegę, który stwierdził, że korek chłodnicy jakby nie trzyma pełnego ciśnienia. No… nie trzymał. W sumie jak się temu przyjrzałem to wywalił dobre 2 litry płynu bo tyle musiałem dolać aby poziom był na „poziomie” 😉 Przy okazji zmieniłem korek na nieco solidniejszy. Ciśnienie w układzie było prawidłowe, zatem zaczęła lać się nowa nagrzewnica. JEST! Coś na czym można wreszcie psy wieszać. Coś co można podłubać. Jeden wieczór na wyciągnięcie tego cuda, regeneracja nagrzewnicy w zaprzyjaźnionym warsztacie u p. Rosłońca, wieczorem montaż i testy. A solidnie podgrzać auto o tej porze roku nie jest łatwo 🙂

O i takie to właśnie są przygody.

Niemniej to cieszy. Cieszy bo w auto można dalej wkładać serce i pracować nad nim myślę jeszcze bardzo długo. W końcu – jak to w klasyku – zawsze coś 🙂

Auto solidnie wytestowałem we wrześniu podczas drugiej edycji Classic Mustang Rally. Co następne? W tej chwili myślę że popracuję nieco nad trakcją. Auto przejechało już przeszło 8.000 km zatem wszelkie bolączki są już za mną. Mocy absolutnie nie brakuje, hamowanie dopracowane jest myślę do stanu zadowalającego, teraz czas na poprawę układu jezdnego 🙂

 Opublikowany przez dnia 30 listopada 2019 o 23:21

 Skomentuj